Łukasz Sobkowiak

Rytmy dobowe i długowieczność

Według danyc z NEJM, właśnie wchodzimy w okres bezprecedensowego starzenia się społeczeństwa. Generacja Baby Boom kończy 80 lat! Dłuższe życie to ogromny sukces medycyny, ale też radykalny wzrost chorób przewlekłych i demencji… Sama długość życia to za mało – kluczowa jest infrastruktura, która da możliwość odpowiedniej opieki nad osobami starszymi. Czy jesteśmy gotowi na erę stulatków? Dla przykładu, w 2025 roku w USA działało ponad 14,7 tys. domów opieki, dbających  o 1,24 mln pacjentów (obłożenie wynosiło średnio 84%). Tymczasem w ciągu najbliższych 10 lat liczba Amerykanów w wieku 80+ wystrzeli o ponad 45% – z niespełna 15 milionów w 2026 roku do aż 22 milionów w roku 2036! Czy Twoim zdaniem jesteśmy gotowi na erę stulatków, czy czeka nas kryzys, o którym nikt jeszcze nie mówi?

W maju tego roku, w prestiżowym czasopiśmie JAMA Network Open, pojawiła się fascynująca publikacja. Badacze postanowili odpowiedzieć na pytanie, czy obiektywne cechy dobowego rytmu odpoczynku i aktywności są powiązane z tak zwanym przyspieszeniem wieku epigenetycznego u osób w średnim i starszym wieku. Aby to zrozumieć, musimy najpierw wyjaśnić, czym w ogóle jest wiek epigenetyczny. W przeciwieństwie do wieku chronologicznego, który wynika wprost z daty w naszym dowodzie osobistym, wiek epigenetyczny mierzy biologiczny stan naszego organizmu na podstawie wzorców metylacji DNA, czyli specyficznych znaczników chemicznych na powierzchni naszych genów. Kiedy biologiczny zegar tyka szybciej niż ten na ścianie, mówimy o przyspieszeniu wieku epigenetycznego, co wiąże się z wyższym ryzykiem chorób i przedwczesnej śmiertelności. W tym badaniu naukowcy wykorzystali dane dwustu siedmiu mieszkańców wschodniego Baltimore, uczestniczących w piątej fali długofalowego projektu Baltimore Epidemiologic Catchment Area Study, prowadzonej w latach dwa tysiące siedemnaście do dwa tysiące dwadzieścia dwa. Średni wiek uczestników wynosił nieco ponad sześćdziesiąt osiem lat, a większość grupy stanowiły kobiety. Każdy z uczestników nosił na nadgarstku specjalne urządzenie monitorujące przez siedem kolejnych dni, co pozwoliło na niezwykle precyzyjne i obiektywne śledzenie ich ruchów w dzień i w nocy, eliminując błędy wynikające z subiektywnych ocen w kwestionariuszach. Równolegle od badanych pobrano próbki krwi, aby przeanalizować ich profil metylacji DNA za pomocą aż czterech różnych, uznanych zegarów epigenetycznych: Horvatha, Hannuma, PhenoAge oraz GrimAge. Każdy z tych zegarów nieco inaczej definiuje starzenie, na przykład GrimAge i PhenoAge są uważane za zegary drugiej generacji, ponieważ silniej uwzględniają wskaźniki zdrowotne, stan zapalny oraz ryzyko śmiertelności, przez co okazują się bardziej czułe na czynniki środowiskowe i styl życia.

Wyniki analizy przyniosły niezwykle spójne i mocne dowody na to, że spowtaezalność zachowań każdego dnia ma potężne przełożenie na biologię starzenia. Badacze wykazali, że osoby, których rytm dobowy był silniejszy i bardziej regularny, charakteryzowały się znacznie wolniejszym tempem starzenia biologicznego. Kluczowymi parametrami okazały się tutaj amplituda rytmu oraz tak zwana stabilność międzydobowa. Amplituda określa różnicę między szczytem aktywności w ciągu dnia a najgłębszym spoczynkiem w nocy, natomiast stabilność międzydobowa mierzy, jak bardzo powtarzalne są nasze plany dnia z doby na dobę. Każdy wzrost amplitudy oraz stabilności rytmu o jedno odchylenie standardowe był powiązany z istotnym obniżeniem przyspieszenia wieku epigenetycznego, zwłaszcza w modelach zegarów GrimAge i PhenoAge. Przekładając to na prosty język: wstawanie i kładzenie się spać o stałych porach oraz dbanie o to, by dzień był pełen energii, a noc była czasem autentycznego wyciszenia, dosłownie spowalnia tykanie naszego wewnętrznego, biologicznego zegara. Z drugiej strony, badanie bardzo wyraźnie zidentyfikowało czynniki, które to starzenie drastycznie przyspieszają. Największymi wrogami zdrowego starzenia okazały się fragmentacja rytmu, czyli wysoka zmienność wewnątrzdobowa, oraz niestabilność godzin snu. Zmienność wewnątrzdobowa obrazuje sytuację, w której człowiek wielokrotnie wybudza się w nocy lub wykazuje okresy skrajnego znużenia i bierności w ciągu dnia, co prowadzi do ciągłego szarpania organizmu pomiędzy odpoczynkiem a aktywnością. Osoby z bardziej poszarpanym rytmem dobowym miały znacząco wyższy wiek biologiczny. Co ciekawe, negatywny wpływ miały także wyższa aktywność podczas pięciu najmniej aktywnych godzin doby oraz duża zmienność punktu środkowego snu z dnia na dzień. Jeśli godziny snu przesuwają się w weekendy lub bez wyraźnego powodu chaotycznie dryfują, fundujemy swojemu organizmowi stan permanentnego, mikroskopijnego szoku, który zegary epigenetyczne odczytują jako przyspieszone zużycie tkanek.

Niezwykle interesującym aspektem  jest wykazanie, że powiązania między rytmem dobowym a starzeniem nie są podobne dla każdego z nas i zależą od płci, wieku oraz pochodzenia etnicznego. Analizy wykazały na przykład, że efekty te były ogólnie silniejsze u kobiet niż u mężczyzn. U kobiet wyższa amplituda i stabilność rytmu dobowego wiązały się z szerzej zakrojonymi korzyściami ochronnymi w obrębie większej liczby zegarów epigenetycznych, podczas gdy u mężczyzn te korelacje były bardziej ograniczone. Naukowcy sugerują, że organizm kobiecy może wykazywać większą biologiczną wrażliwość na zakłócenia układu okołodobowego, co sprawia, że nawet drobne rozregulowanie rytmu wywołuje u kobiet silniejsze kaskady zapalne i zmiany odpornościowe, przekładające się na szybsze starzenie molekularne. Zauważono również różnice rasowe – silniejsze powiązania obserwowano u uczestników rasy białej, co zdaniem autorów może wynikać częściowo z faktu, że większość zegarów epigenetycznych była pierwotnie trenowana na takich próbach, ale też z tego, że u mniejszości etnicznych rytm dobowy silniej splata się z dodatkowymi, skumulowanymi stresorami środowiskowymi. Równie intrygujące okazały się analizy dotyczące samego czasu trwania i momentu występowania aktywności, czyli tak zwanych metryk timingowych. Badacze odkryli nieliniowe zależności, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się sprzeczne z intuicją. Przykładowo, wcześniejsze osiąganie szczytu aktywności we wcześniejszych godzinach, była powiązana z większym przyspieszeniem wieku epigenetycznego w trzech z czterech zegarów. Ponadto, wpływ godzin aktywności wyraźnie zmieniał się wraz z wiekiem. U osób młodszych, w wieku od pięćdziesięciu do sześćdziesięciu pięciu lat, późne rozpoczynanie fazy odpoczynku było jednoznacznie niekorzystne i wiązało się z szybszym starzeniem. Jednak u osób po siedemdziesiątym piątym, a zwłaszcza po osiemdziesiątym piątym roku życia, ta zależność osłabiała się lub wręcz odwracała. W zaawansowanej starości późniejsze kładzenie się spać lub wcześniejsza aktywność mogą po prostu świadczyć o zachowanej sprawności społecznej, dobrej kondycji i braku zniedołężnienia, co pokazuje, że interpretacja wskaźników dobowych musi zawsze uwzględniać kontekst życiowy pacjenta. Jakie mechanizmy biologiczne stoją za tym, że nieregularny tryb życia odbija się na DNA? Autorzy badania wskazują na kilka potencjalnych ścieżek. Silny i stabilny rytm dobowy wspiera homeostazę metaboliczną oraz prawidłowe funkcjonowanie mitochondriów, co bezpośrednio ogranicza stres oksydacyjny i uszkodzenia nici DNA. Kiedy jednak rozregulowujemy wewnętrzny zegar, dochodzi do dysregulacji sygnałów odpornościowych i aktywacji przewlekłego stanu zapalnego o niskim nasileniu, między innymi poprzez szlaki jądrowego czynnika kappa B oraz inflamasomu NLRP3. To z kolei promuje niekorzystne zmiany w metylacji genów odpowiedzialnych za procesy odpornościowe. Na poziomie cząsteczkowym chroniczny chaos dobowy zaburza pracę głównego kompleksu zegarowego komórki oraz osłabia mechanizmy naprawcze zależne od sirtuin. Ponieważ badanie miało charakter przekrojowy, naukowcy uczciwie zaznaczają, że nie można jednoznacznie rozstrzygnąć, co jest przyczyną, a co skutkiem. Możliwe jest bowiem, że to przyspieszone starzenie biologiczne niszczy struktury odpowiedzialne za utrzymanie silnych rytmów dobowych w organizmie, tworząc swego rodzaju samonapędzające się, błędne koło. Podsumowując to niezwykle wartościowe badanie, płynie z niego dla nas bardzo jasny, praktyczny wniosek. Nasze codzienne, dające się modyfikować zachowania – to, jak dbamy o powtarzalność posiłków, aktywności fizycznej, ekspozycji na światło oraz regularność snu – mogą stanowić potężne, łatwo skalowalne narzędzie do spowalniania biologicznego starzenia. Rytmy dobowe zmierzone za pomocą urządzeń jawią się jako obiecujące markery naszej długowieczności, które w przyszłości pozwolą na projektowanie spersonalizowanych interwencji chronobiologicznych dopasowanych do wieku i płci.

W trwającym 12 lat badaniu obejmującym ponad 90 000 osób, które nosiły urządzenia monitorujące aktywność, każda dodatkowa godzina dziennie spędzona w nieprzerwanym siedzeniu wiązała się z 10% wyższym ryzykiem zgonu z powodu nowotworu. Regularne przerywanie długiego siedzenia aktywnością fizyczną może obniżać ryzyko rozwoju nowotworów. Jednocześnie każda dodatkowa godzina siedzenia przerywana co 30 minut kilkoma minutami aktywności fizycznej wiązała się z 19% niższym ryzykiem zgonu z powodu nowotworu. WPROWADŹ PRZEKĄSKI RUCHOWE. Exercise snacks to krótkie, kilkudziesięciosekundowe lub kilkuminutowe epizody aktywności fizycznej wykonywane w ciągu dnia, często bez konieczności przebierania się czy planowania pełnego treningu. Mogą obejmować np. szybkie wejście po schodach, kilka przysiadów, krótki spacer lub intensywny wysiłek trwający 1-5 minut, a badania sugerują, że regularne ich wykonywanie może poprawiać wydolność, metabolizm i zdrowie sercowo-naczyniowe.

LITERATURA:
1.Accelerometry-measured prolonged and interrupted sedentary behavior and cancer incidence and mortality: A cohort study of 91,292 UK Biobank participants. PLoS Medicine 2026, doi:10.1371/journal.pmed.1004767
2.Twenty-Four-Hour Rest-Activity Rhythms and Epigenetic Age Acceleration in Middle-Aged and Older Adults. JAMA Netw Open 2026, doi:10.1001/jamanetworkopen.2026.11474
3.Colliding Forces – The Aging of the Baby Boom Generation and Contracting Nursing-Home Supply. NEJM 2026, doi:10.1056/NEJMp2603593
4.Associations between wearable-device-measured daytime and nighttime light exposures and dementia risk: A prospective cohort study. General Psychiatry 2026, doi:10.1002/gps3.70039

Ograniczenie kalorii, restrykcja aminokwasu waliny

Czy przerywany post może rzeczywiście wydłużać życie? Nowe badanie opublikowane w Nature Aging przynosi bardzo interesujące, ale też zaskakujące odpowiedzi. Okazuje się bowiem, że ograniczenie czasu, w którym myszy przyjmują pokarm, poprawia wiele parametrów zdrowia u obu płci, ale wydłużenie życia zaobserwowano wyłącznie u samców. Naukowcy z University of Texas sprawdzili, co dzieje się, kiedy zdrowym myszom ograniczymy dostęp do pożywienia do określonego okna czasowego. W tym eksperymencie wykorzystano aż 528 myszy – 264 samce i 264 samice. Zwierzęta od drugiego miesiąca życia były indywidualnie umieszczone w klatkach wyposażonych między innymi w kołowrotki oraz automatyczne karmniki. Naukowcy mogli dzięki temu dokładnie rejestrować, kiedy i ile pokarmu każde zwierzę zjadało. Po ośmiu tygodniach okresu wyjściowego, w wieku czterech miesięcy, myszy podzielono na trzy grupy. Pierwsza miała dostęp do pożywienia przez całą dobę. Druga mogła jeść tylko przez 12 godzin w ciągu, a trzecia przez zaledwie 8 godzin. Ponieważ myszy są aktywne przede wszystkim w nocy, taki schemat był zgodny z ich naturalnym rytmem dobowym. I tutaj pojawia się bardzo ważna kwestia. Badacze nie narzucili zwierzętom klasycznego ograniczenia kalorycznego. Ilość dostępnego pokarmu zawsze była większa niż ilość, którą myszy były w stanie zjeść. Jeżeli więc zwierzęta jadły mniej, wynikało to z samego ograniczenia czasu dostępu do pożywienia. Okazało się jednak, że w praktyce czasowe ograniczenie jedzenia rzeczywiście prowadziło do łagodnego ograniczenia kalorii. Wszystkie grupy, z wyjątkiem samic w schemacie 12-godzinnym, spontanicznie zmniejszyły spożycie energii. U samców z 12-godzinnym oknem pojawiło się przejściowe ograniczenie kalorii na poziomie około 8–14 procent, głównie w środkowym okresie życia. Natomiast w grupach z 8-godzinnym oknem efekt był silniejszy i utrzymywał się przez dłuższy czas – ograniczenie kalorii wynosiło około 10-22 procent u samic i 9-23 procent u samców.

To bardzo istotne, ponieważ pokazuje jeden z podstawowych problemów w badaniach nad przerywanym postem. Trudno całkowicie oddzielić efekt samego ograniczenia czasu jedzenia od efektu mniejszej liczby spożywanych kalorii. Mimo to wyniki dotyczące zdrowia były bardzo interesujące. Karmienie ograniczone czasowo spowalniało narastanie kruchości organizmu, czyli stopniowego pojawiania się różnych oznak biologicznego starzenia. Naukowcy wykorzystali 31-elementowy indeks kruchości obejmujący między innymi stan sierści, oczu, słuchu, układu mięśniowo-szkieletowego oraz inne deficyty. Oba schematy żywienia – zarówno 12-, jak i 8-godzinny – zmniejszały kruchość w określonych momentach życia. Najsilniejszy i najbardziej trwały efekt obserwowano jednak przy 8-godzinnym oknie żywieniowym. Co ciekawe, 8-godzinne ograniczenie opóźniało medianę pojawienia się problemów zdrowotnych u samców. Tego efektu nie zaobserwowano w pozostałych grupach. Co więcej, tylko samce stosujące 8-godzinne okno wykazywały zwiększoną aktywność fizyczną od okresu średniego życia. Poprawie ulegał również skład ciała. Już 12-godzinne okno wystarczało, aby poprawić masę ciała i skład ciała zarówno u samców, jak i samic. Natomiast tutaj pojawiła się ciekawa różnica między płciami. U samic skrócenie okna z 12 do 8 godzin nie dawało dodatkowych korzyści w zakresie składu ciała, mimo że wiązało się z większym ograniczeniem kalorii. U samców natomiast 8-godzinne okno przynosiło wyraźnie większe korzyści – przyrost masy ciała był nawet o 16 procent mniejszy, a poprawa proporcji tkanki tłuszczowej i beztłuszczowej była większa. Naukowcy przyjrzeli się również markerom metabolicznym i zapalnym. I tutaj wyniki były zaskakujące. Nie zaobserwowano trwałych, istotnych zmian w szerokim panelu markerów zapalnych i metabolicznych. Stężenie glukozy na czczo oraz tolerancja glukozy poprawiały się jedynie umiarkowanie, głównie we wcześniejszym okresie życia i przede wszystkim u samców. Nie zaobserwowano natomiast trwałego wpływu na takie markery jak leptyna, BDNF czy cytokiny pro- i przeciwzapalne, między innymi TNF-alfa, IL-1 beta, IL-6, IL-10 oraz MCP-1. Może to sugerować, że korzyści wynikające z ograniczenia czasu jedzenia nie muszą być związane z dużymi zmianami w ogólnoustrojowym stanie zapalnym czy sygnalizacji hormonalnej. Ale najważniejsze pytanie brzmi oczywiście: czy myszy żyły dłużej? I tutaj pojawia się bardzo wyraźna różnica między płciami. 12-godzinne karmienie ograniczone czasowo nie wpłynęło na długość życia. Natomiast 8-godzinne okno żywieniowe wydłużyło u samców medianę długości życia o 12 procent, a maksymalną długość życia o 3 procent. U samic nie zaobserwowano istotnego wydłużenia życia. Jednocześnie sytuacja wyglądała inaczej, kiedy naukowcy ocenili tak zwany healthspan, czyli nie tylko to, jak długo zwierzę żyje, ale jak długo pozostaje zdrowe i sprawne. Złożony wskaźnik uwzględniający między innymi kruchość, aktywność fizyczną, sposób odżywiania oraz skład ciała wykazał korzyści zarówno u samców, jak i samic oraz przy obu schematach żywienia. Co więcej, proporcjonalnie większe korzyści obserwowano u samic oraz przy 8-godzinnym oknie. To prowadzi do bardzo ciekawego wniosku: wydłużenie życia i poprawa zdrowia nie zawsze idą ze sobą w parze. Badanie ma jednak kilka bardzo istotnych ograniczeń. Po pierwsze, interwencję rozpoczęto stosunkowo wcześnie i prowadzono przez całe życie zwierząt. Nie wiemy więc, czy rozpoczęcie ograniczenia czasu jedzenia w późniejszym wieku również przyniosłoby podobne efekty. Z punktu widzenia człowieka jest to szczególnie ważne, ponieważ większość osób nie zaczyna stosować postu przerywanego w wieku młodzieńczym, ale dopiero w średnim lub starszym wieku. Po drugie, samice w tym eksperymencie żyły krócej niż samce. Jest to odwrotność tego, co zazwyczaj obserwuje się u myszy. Autorzy sugerują, że mogło to być częściowo związane ze stresem. Jeżeli samice rzeczywiście doświadczały przewlekłego stresu, mogło to zamaskować potencjalny korzystny wpływ ograniczenia czasu jedzenia na długość ich życia. I wreszcie – być może najważniejsze – mamy tutaj model zwierzęcy. Myszy mają znacznie wyższe tempo metabolizmu niż ludzie, dlatego 8-godzinne okno żywieniowe może stanowić dla nich znacznie bardziej restrykcyjną interwencję niż podobny schemat u człowieka. Co więc możemy powiedzieć na podstawie tego badania? Przerywane ograniczenie czasu jedzenia może poprawiać wiele parametrów zdrowia i spowalniać narastanie kruchości organizmu. W tym eksperymencie 8-godzinne okno żywieniowe wydłużyło medianę życia samców myszy o 12 procent, ale nie wydłużyło życia samic. Jednocześnie korzyści dotyczące tak zwanego healthspan obserwowano u obu płci. Nie możemy jednak na tej podstawie powiedzieć, że 8-godzinne okno żywieniowe wydłuży życie człowieka o 12 procent. To badanie zostało przeprowadzone na myszach, a dodatkowo nie udało się całkowicie oddzielić efektu ograniczenia czasu jedzenia od spontanicznego ograniczenia kalorii. Najciekawsza lekcja płynąca z tego eksperymentu jest więc być może inna: w badaniach nad długowiecznością nie wystarczy pytać, jak długo żyjemy. Równie ważne jest pytanie, jak długo pozostajemy zdrowi, sprawni i aktywni. A czas, w którym jemy, może być jednym z elementów wpływających na ten biologiczny zegar – choć odpowiedź na pytanie, jak duży jest ten efekt u człowieka, wciąż pozostaje otwarta.

Czy ograniczenie jednego konkretnego aminokwasu może wydłużyć życie? Nowe badanie opublikowane w „Nature Aging” dostarcza bardzo interesujących danych. Naukowcy odkryli, że ograniczenie waliny – jednego z aminokwasów rozgałęzionych, czyli BCAA – wydłużyło życie samców myszy aż o 23 procent. Co ciekawe, podobnego efektu nie zaobserwowano u samic. Jednocześnie jednak poprawa parametrów zdrowia, czyli tak zwanego healthspan, wystąpiła u obu płci. Walina jest aminokwasem egzogennym, co oznacza, że organizm nie potrafi sam jej syntetyzować i musi otrzymywać ją z pożywieniem. Należy do trzech aminokwasów rozgałęzionych – obok leucyny i izoleucyny. W ostatnich latach coraz więcej badań sugeruje, że dla zdrowia i długowieczności znaczenie może mieć nie tylko ilość spożywanego białka, ale również jego skład, a więc proporcje poszczególnych aminokwasów. To interesujące, ponieważ wcześniejsze eksperymenty na zwierzętach pokazywały, że ograniczenie wszystkich trzech BCAA może poprawiać zdrowie metaboliczne i wydłużać życie samców myszy. Korzystne efekty obserwowano również przy ograniczeniu samej izoleucyny. Natomiast znacznie mniej wiadomo było o walinie. Tę lukę postanowili wypełnić naukowcy z University of Wisconsin-Madison. W badaniu wykorzystano samce i samice myszy szczepu C57BL/6J. Zwierzęta rozpoczęły dietę już w wieku czterech tygodni i pozostawały na niej przez całe życie. Jedna grupa otrzymywała dietę kontrolną, a druga dietę zawierającą o 67 procent mniej waliny. Co ważne, diety były izokaloryczne, czyli dostarczały takiej samej liczby kalorii. Zawartość tłuszczu i węglowodanów była również dopasowana, a brakująca walina została zastąpiona innymi aminokwasami nieegzogennymi. Dzięki temu naukowcy chcieli sprawdzić, czy efekty wynikają rzeczywiście z ograniczenia konkretnego aminokwasu, a nie po prostu ze zmniejszenia podaży kalorii. I wyniki dotyczące długości życia były naprawdę spektakularne – ale tylko u samców. Mediana długości życia samców z grupy kontrolnej wynosiła 777 dni. U myszy, którym przez całe życie ograniczano walinę, wzrosła do 959 dni. Oznacza to wydłużenie mediany długości życia o 23,4 procent.

Co więcej, wydłużyła się również maksymalna długość życia. Dziesięć najdłużej żyjących samców z grupy ograniczającej walinę żyło około 15 procent dłużej niż dziesięć najdłużej żyjących samców z grupy kontrolnej. To ważne, ponieważ sugeruje, że efekt nie polegał wyłącznie na przesunięciu momentu śmierci części zwierząt, ale mógł rzeczywiście wpływać na proces starzenia.

A co z samicami? Tutaj wynik był zupełnie inny. Mediana długości życia samic w grupie kontrolnej wynosiła 842 dni, natomiast w grupie z ograniczeniem waliny 850 dni. To wzrost o mniej niż 1 procent, czyli praktycznie brak istotnego efektu na długość życia. Dlaczego walina działa więc inaczej u samców i samic? Tego nadal nie wiemy. Jedną z hipotez są różnice w metabolizmie BCAA między płciami. Naukowcy wskazują również, że znaczenie może mieć stopień ograniczenia waliny, moment rozpoczęcia diety albo podłoże genetyczne zwierząt. Co jednak bardzo ważne, mimo braku wydłużenia życia u samic, również one odniosły korzyści zdrowotne. Myszy z ograniczeniem waliny przybierały znacznie mniej na wadze i pozostawały wyraźnie szczuplejsze przez większość dorosłego życia. Dotyczyło to zarówno tkanki tłuszczowej, jak i beztłuszczowej masy ciała, ale redukcja tłuszczu była proporcjonalnie większa. W efekcie zmniejszał się również procentowy udział tkanki tłuszczowej w organizmie. Co ciekawe, nie wyglądało to na zahamowanie prawidłowego wzrostu. Długość kości udowej i piszczelowej nie różniła się między grupami, choć pojawiły się pewne potencjalnie niekorzystne zmiany w strukturze i mikroarchitekturze kości. Myszy otrzymujące mniej waliny spożywały więcej kalorii w przeliczeniu na masę ciała, a mimo to pozostawały szczuplejsze. Może to sugerować zwiększony wydatek energetyczny. I tutaj pojawia się kolejna ciekawostka. Nie wynikało to z większej aktywności fizycznej. Aktywność samców pozostawała bez zmian, natomiast u samic nawet się zmniejszała. Naukowcy znaleźli natomiast oznaki zwiększonej termogenezy, czyli produkcji ciepła przez organizm. Zmieniała się również morfologia brunatnej tkanki tłuszczowej, która odpowiada między innymi za spalanie energii w procesie termogenezy.

Zwiększała się ekspresja genów związanych zarówno z syntezą, jak i rozkładem lipidów. Ograniczenie waliny poprawiało również metabolizm glukozy. U samców tolerancja glukozy była lepsza już od wczesnej dorosłości i utrzymywała się aż do 24. miesiąca życia. U samic poprawę tolerancji glukozy obserwowano przez większą część życia. Efekty dotyczące wrażliwości insulinowej były natomiast słabsze i bardziej zależne od płci. Samce miały tendencję do silniejszej odpowiedzi na insulinę, natomiast u samic nie zaobserwowano konsekwentnej poprawy.

Naukowcy oceniali także kruchość organizmu, czyli narastanie różnych oznak biologicznego starzenia. Wykorzystali w tym celu specjalny indeks obejmujący między innymi stan sierści, problemy z poruszaniem się, guzy, kondycję ciała, zaburzenia sensoryczne i oznaki dyskomfortu. I tutaj ponownie pojawił się korzystny efekt u obu płci. Ograniczenie waliny zmniejszało poziom kruchości zarówno u samców, jak i u samic. Co ciekawe, ograniczenie zespołu kruchości nie oznaczała jednak wyraźnej poprawy wszystkich aspektów sprawności ruchowej. Zwierzęta nie wykazywały konsekwentnych zmian w zakresie wydolności motorycznej. Badacze przyjrzeli się również procesom związanym ze starzeniem komórkowym. Ograniczenie waliny zmniejszało niektóre markery senescencji, czyli starzenia komórkowego, między innymi w wątrobie, nerkach i tkance tłuszczowej. Nie wszystkie markery zachowywały się jednak w ten sam sposób. Obserwowano także zmniejszenie wybranych markerów zapalenia glejowego w określonych obszarach mózgu, między innymi w podwzgórzu i hipokampie. Efekt ten był najbardziej wyraźny i konsekwentny u samców. Mikroglej, czyli rezydujące w mózgu komórki odpornościowe, wykazywał u samców mniej cech charakterystycznych dla aktywacji. Jednym z najbardziej zaskakujących wyników badania był jednak wpływ na szlak mTORC1. Wiemy, że mTORC1 jest jednym z najważniejszych regulatorów wzrostu, syntezy białek i dostępności składników odżywczych. Jego przewlekłe hamowanie, na przykład za pomocą rapamycyny, może wydłużać życie w wielu modelach zwierzęcych. Naukowcy spodziewali się więc, że ograniczenie egzogennego aminokwasu, takiego jak walina, zmniejszy aktywność mTORC1. Stało się coś odwrotnego. Ograniczenie waliny zwiększyło sygnalizację mTORC1 w wątrobie u obu płci.

To bardzo interesujące, ponieważ pokazuje, że mechanizm działania ograniczenia waliny może być zupełnie inny niż w przypadku rapamycyny czy niektórych form ograniczenia całkowitej podaży białka. Być może najważniejszą wskazówką dotyczącą mechanizmu okazały się jednak mitochondria. U samców ograniczenie waliny zwiększało aktywność oddechową mitochondriów w wątrobie. Innymi słowy, mitochondria wykazywały większą zdolność do produkcji energii.

To może być jeden z elementów wyjaśniających, dlaczego właśnie samce żyły dłużej. Trzeba jednak bardzo mocno podkreślić: jest to na razie korelacja, a nie dowód, że zwiększona aktywność mitochondriów jest przyczyną wydłużenia życia. I właśnie to jest chyba najważniejszy wniosek z tego badania. Nie chodzi tylko o to, że ograniczenie jednego aminokwasu wydłużyło życie samców myszy o 23,4 procent. Znacznie ciekawsze jest to, że efekt był silnie zależny od płci, a poprawa zdrowia występowała również u samic, które nie żyły dłużej. To pokazuje, że w badaniach nad długowiecznością coraz większe znaczenie może mieć nie tylko ilość spożywanego białka, ale również jego skład – czyli konkretne aminokwasy. Ale na tym etapie nie możemy przekładać tych wyników bezpośrednio na człowieka. To eksperyment przeprowadzony na myszach, rozpoczęty bardzo wcześnie – już w wieku czterech tygodni – i obejmujący ograniczenie waliny o aż 67 procent przez całe życie. Nie wiemy, czy podobne ograniczenie byłoby bezpieczne lub korzystne u ludzi, szczególnie u osób starszych, dla których odpowiednia podaż białka i aminokwasów jest bardzo ważna dla utrzymania masy mięśniowej i sprawności. Badanie otwiera jednak bardzo interesującą perspektywę: być może przyszłość badań nad żywieniem i długowiecznością nie będzie sprowadzała się do pytania „ile białka powinniśmy jeść?”, ale również do pytania „jakie aminokwasy i w jakich proporcjach powinniśmy dostarczać organizmowi na różnych etapach życia?”. Walina może być jednym z aminokwasów, które pomogą nam lepiej zrozumieć tę niezwykle złożoną zależność między dietą, metabolizmem, starzeniem i długością życia.

LITERATURA:
1.Time-restricted feeding extends healthspan in both sexes and lifespan in male C57BL/6 J mice. Nature Aging 2026, doi:10.1038/s43587-026-01129-8
2.Lifelong restriction of dietary valine has sex-specific benefits for health and lifespan in mice. Nature Aging 2026, doi:10.1101/2025.08.31.673254

Omega-3, styl życia… a nawet szczepienia w walce z demencją.

Prognozuje się wzrost liczby osób z demencją do 153 milionów w 2050 roku, z największym obciążeniem w krajach o niskich i średnich dochodach. Badania zidentyfikowały listę dobrych wyborów związanych ze stylem życia, które łączą się ze zmniejszonym ryzykiem demencji, w tym zdrową dietę, aktywność fizyczną oraz stymulację społeczną i poznawczą. Badania wskazały również na pewne mniej oczywiste czynniki powiązane z niższym ryzykiem, takie jak leczenie utraty wzroku i słuchu oraz, potencjalnie, przyjęcie szczepionki przeciwko półpaścowi. Problem polega na tym, że trudno jest ustalić, w jakim stopniu robienie którejkolwiek – lub wszystkich – z tych rzeczy pomaga zmniejszyć ryzyko w realnym świecie. Coraz większa liczba ambitnych badań klinicznych sprawdzała efekty interwencji związanych ze stylem życia, zapewniając ludziom intensywne wsparcie w poprawie diety, planu ćwiczeń, relacji społecznych oraz zdrowia serca i mózgu. Należą do nich badanie FINGER, w którym około 2650 uczestników testowało dwuletnią, całkowitą zmianę stylu życia w Finlandii, oraz wielomilionowe badanie POINTER, które sprawdzało podobne podejście w Stanach Zjednoczonych. Te i inne analizy sugerują, że programy zmiany stylu życia mogą poprawić sprawność poznawczą. Jednak te intensywne interwencje wydają się pomagać tylko nieznacznie – korzyść ta odpowiada skromnej poprawie wyników w niektórych testach pamięci. W 2-letnim badaniu POINTER (JAMA2025) uczestniczyło 2111 osób (średni wiek 68 lat, blisko 70% kobiet). Wyniki wskazują, że dobrze zorganizowane programy wspierające zmianę stylu życia mogą skutecznie chronić sprawność poznawczą. Teoretycznie można zapobiec nawet 45% przypadków demencji na świecie poprzez eliminację lub skuteczną kontrolę 14 czynników ryzyka: brak aktywności fizycznej, nadciśnienie tętnicze, otyłość, cukrzyca, palenie tytoniu, depresja, urazowe uszkodzenie mózgu, zanieczyszczenie powietrza, niski poziom wykształcenia, izolacja społeczna, utrata słuchu, nieleczone zaburzenia wzroku, podwyższony poziom cholesterolu LDL oraz spożywanie alkoholu. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w raporcie The Lancet Commission z 2024 roku.

ŹRÓDŁO GRAFIKI: https://www.nature.com/articles/d41586-026-02098-z

W 2009 roku w Finlandii rozpoczęto badanie FINGER, czyli randomizowane kontrolowane badanie kliniczne mające na celu sprawdzenie, czy intensywna zmiana stylu życia może zmniejszyć ryzyko demencji i spowolnić spadek funkcji poznawczych. Zespół przypisał osoby w wieku 60–77 lat z czynnikami ryzyka do grup interwencyjnej lub kontrolnej. Przez dwa lata grupa interwencyjna uczestniczyła w rozbudowanym programie zdrowotnym obejmującym doradztwo żywieniowe, treningi fizyczne pod okiem fizjoterapeutów oraz ćwiczenia poznawcze wspierane przez psychologów. Dodatkowo uczestnicy korzystali z monitoringu lekarskiego oraz wsparcia społecznego, podczas gdy grupa kontrolna otrzymała jedynie standardowe porady i podstawową opiekę. Badacze przetestowali wpływ „wielodomenowej interwencji w styl życia” na wyniki uczestników w testach neuropsychologicznych, takich jak pamięć i szybkość przetwarzania. Odczytanie najskuteczniejszych sposobów na zmniejszenie ryzyka jest ważne zarówno dla naukowców, klinicystów, jak i opinii publicznej – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że liczba osób z demencją na całym świecie ma gwałtownie wzrosnąć w nadchodzących dekadach. Specjaliści debatują nad skutecznością interwencji w stylu życia w zapobieganiu demencji, wskazując na konieczność uwzględnienia czynników środowiskowych i społecznych. W lipcu tego roku opublikowano wyniki badania LatAm-FINGERS. Badanie LatAm-FINGERS pokazuje, że nawet u osób z podwyższonym ryzykiem demencji odpowiednio zaplanowana interwencja stylu życia może realnie poprawić funkcjonowanie mózgu. Nigdy nie jest za późno, aby zacząć inwestować w zdrowie układu nerwowego. Właśnie opublikowano wyniki badań przeprowadzonych w 11 krajach Ameryki Łacińskiej, obejmującego ponad 1000 osób w wieku 60-77 lat z podwyższonym ryzykiem demencji. Osoby, które przez 2 lata uczestniczyły w kompleksowym programie zmiany stylu życia, osiągnęły istotnie większą poprawę funkcji poznawczych niż osoby, które otrzymały jedynie ogólne zalecenia zdrowotne. W badaniu LatAm-FINGERS poprawa funkcji poznawczych została przedstawiona jako zmiana złożonego wskaźnika poznawczego (global cognitive composite score), wyrażona w jednostkach odchylenia standardowego (SD), a nie w punktach konkretnego testu pamięci. O ile większa była poprawa? Różnica między grupami wyniosła 0,11 SD rocznie (95% CI: 0,06-0,15; p < 0,0001) – czyli około 0,22 SD większa poprawa u osób uczestniczących w kompleksowym programie zmiany stylu życia. Choć 0,22 SD może wydawać się niewielką wartością, w badaniach nad profilaktyką demencji jest to klinicznie istotny efekt. 

Szokujące odkrycie? Szczepionka, która chroni przed demencją? Czy zastanawialiście się kiedyś, czy jedna wizyta w punkcie szczepień mogłaby uratować mózg przed jedną z najstraszniejszych chorób starości? Brzmi jak science fiction, ale najnowsza nauka mówi: to może być prawda. W maju 2025 roku w prestiżowym magazynie Nature pojawiła się publikacja, która wywołała burzę w świecie medycznym. Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda (CA, USA) postanowili sprawdzić, jak szczepionka przeciwko półpaścowi wpływa na ryzyko wystąpienia demencji. Aby dowieść związku przyczynowo-skutkowego, a nie tylko zwykłej korelacji, wykorzystali genialny, naturalny eksperyment, który wydarzył się w Walii. W 2013 roku walijski system zdrowia wprowadził darmowe szczepienia przeciwko półpaścowi, ale kryterium było bezwzględne – data urodzenia. Dzięki temu badacze zyskali dwie grupy ludzi, którzy biologicznie i społecznie nie różnili się od siebie niemal niczym, poza tym jednym małym szczegółem: dostępem do szczepionki. Półpasiec to choroba wywoływana przez ten sam patogen, który przy pierwszym kontakcie powoduje ospę wietrzną. Po wyzdrowieniu wirus pozostaje w organizmie w stanie uśpienia i może reaktywować się po latach, najczęściej w wyniku spadku odporności lub podeszłego wieku. Charakteryzuje się bolesną, pęcherzykowatą wyspą na skórze, która pojawia się zazwyczaj jednostronnie. Przeanalizowano dane zdrowotne ponad 280 tysięcy seniorów w okresie 7 lat. Wyniki? Absolutnie rzucają na kolana.

Samo przyjęcie szczepionki przeciwko półpaścowi prawdopodobieństwo nowej diagnozy demencji w ciągu 7-letniego okresu obserwacji o 3,5 punktu procentowego (95% przedział ufności (CI) = 0,6-7,1; P = 0,019), co odpowiada względnej redukcji o 20,0%! To gigantyczna redukcja, zwłaszcza że mówimy o chorobie, na którą wciąż brakuje w pełni skutecznych leków. Badanie wykazało, że szczepionka przeciwko półpaścowi zmniejsza ryzyko diagnozy demencji o około jedną piątą w ciągu siedmioletniego okresu obserwacji. Wykorzystując unikalny sposób wdrożenia szczepionki w Walii jako eksperyment naturalny, dowody te wskazują na charakter przyczynowy, a nie tylko korelacyjny, sugerując wysoką efektywność kosztową w zapobieganiu demencji. Co ciekawe, ten ochronny efekt okazał się znacznie silniejszy u kobiet niż u mężczyzn. Jak to możliwe? Naukowcy sugerują dwa mechanizmy. Po pierwsze, szczepionka blokuje reaktywację wirusa półpaśca i pokrewnego mu wirusa opryszczki w mózgu, które wywołują groźne stany zapalne niszczące neurony. Po drugie, szczepionki z żywym, osłabionym wirusem mogą nieswoiście „trenować” nasz układ odpornościowy, dając mu ogólną broń do walki ze zmianami neurodegeneracyjnymi. Oczywiście badacze studzą emocje, a wyniki wymagają potwierdzenia w kolejnych populacjach. Niemniej jednak, w obliczu prognoz, że do 2050 roku liczba chorych na demencję potroi się na całym świecie, to odkrycie daje gigantyczną nadzieję. Może okazać się, że tania i powszechna metoda profilaktyki jest skuteczniejsza niż najdroższe terapie. 

ŹRÓDŁO GRAFIKI: Nature 2025, doi: 10.1038/s41586-025-08800-x

W kontekście szczepień podzielę się z Wami ważną dygresją. Od 1974 do 2024 roku szczepienia w ujęciu globalnym zapobiegły 154 milionom zgonów – to dane z The Lancet z 2024 roku. Analiza opublikowana w The Lancet, obejmująca 50 lat funkcjonowania programu WHO Expanded Programme on Immunization pokazuje, że szczepienia odpowiadają za około 40% obserwowanego spadku globalnej śmiertelności niemowląt. Szczególnie ważne jest to, że efekt nie kończy się na pierwszych latach życia. Autorzy pokazują, że w 2024 roku dziecko poniżej 10. roku życia ma około 40–44% większą szansę dożyć kolejnych urodzin niż w hipotetycznym świecie bez historycznego wdrożenia szczepień. Co więcej, korzyści są widoczne także później: osoby w wieku 25 lat mają o 35% większą szansę przeżycia kolejnego roku, a osoby w wieku 50 lat o 16% większą.

Ważnym elementem w ochronie przeciwko demencji są kwasy tłuszczowe omega-3. Tkanka nerwowa w mózgu składa się przede wszystkim z lipidów – to nawet około 60% suchej masy mózgu. Omega-3 DHA stanowi około 15% kwasów tłuszczowych mózgu człowieka. Lipidy stanowią:78% suchej masy otoczki mielinowej aksonów, 35-40% suchej masy istoty szarej (dominuje kwas DHA). W jednej z analiz, opublikowanych w Nature Communications (2024) przebadano 75 regionów mózgu, w tym 52 obszary kory nowej – łącznie 419 różnych cząsteczek lipidów. Lipidy nie są tam tylko „izolacją” – istotnie wpływają na to, jak sprawnie myślisz. Stężenie kwasów omega-3 we krwi jest odwrotnie związane z ryzykiem demencji o wczesnym początku. Osoby z najwyższymi poziomami omega-3 miały ~40% niższe ryzyko demencji o wczesnym początku. Demencja o wczesnym początku (EOD, <65 r.ż.) to wciąż mało zbadany, a bardzo kosztowny problem. Nowe analizy z UK Biobank (ponad 217 tys. osób!) pokazują, że wyższy poziom kwasów omega-3 we krwi = niższe ryzyko demencji. Korzystny efekt dotyczył zarówno DHA, jak i pozostałych omega-3. Zależność była widoczna już w średnim wieku (40 – 64 lata!). Omega-3 działały ochronnie niezależnie od genetycznego ryzyka (APOE-ε4). APOE-ε4 (apolipoproteina E4) to wariant genu, który jest najsilniejszym znanym genetycznym czynnikiem ryzyka rozwoju najczęstszej postaci choroby Alzheimera (rozwijającej się po 65. roku życia). Każdy człowiek dziedziczy po jednym wariancie genu APOE od każdego z rodziców. Gen ten występuje w trzech głównych odmianach: ε2 zmniejsza ryzyko, ε3 neutralny, najczęstszy oraz ε4 zwiększa ryzyko. Posiadanie jednej kopii ε4 zwiększa ryzyko zachorowania około 3-krotnie, natomiast odziedziczenie dwóch kopii (od matki i od ojca) zwiększa to ryzyko nawet 12-krotnie i często przyspiesza moment pojawienia się pierwszych objawów. 

Objętość komór mózgu zaczyna rosnąć liniowo od 30. roku życia i gwałtownie przyspiesza po 60. roku życia – to istotny biomarker starzenia mózgu. Mózgi kobiet wykazują wolniejsze tempo starzenia strukturalnego niż mózgi mężczyzn. Zespół naukowców z Cambridge i University of Pennsylvania przeanalizował ponad 123 000 skanów MRI od ponad 100 000 osób w wieku od 115. dnia życia płodowego do 100 lat, tworząc globalną mapę zmian strukturalnych w mózgu na przestrzeni całego życia. Objętość istoty białej mózgu rośnie aż do ok. 29. roku życia, a po 50. roku życia jej ubytek przyspiesza. Istota biała to głównie: aksony neuronów – długie „włókna” przewodzące impulsy elektryczne, pokryte są mieliną – tłuszczową osłonką, która izoluje i przyspiesza przekazywanie sygnałów między komórkami nerwowymi. Z wiekiem spada jej spójność strukturalna – co oznacza wolniejsze przewodzenie impulsów i pogorszenie funkcji poznawczych. Uszkodzenia istoty białej są powiązane z: demencją, depresją, chorobami naczyniowymi, spadkiem sprawności poznawczej. Prospektywna analiza kohorty Framingham (n=899; mediana wieku 76 lat; średni follow-up 9,1 roku), w której sprawdzano, czy poziom DHA w osoczu może stanowić predyktor ryzyka rozwoju demencji. Najwyższy kwartyl poziomu DHA w osoczu był związany z istotną, 47% redukcją ryzyka rozwoju demencji u osób biorących udział w Framingham Heart Study. DHA to kluczowy wielonienasycony kwas tłuszczowy omega-3 w błonach neuronów. Z wiekiem poziom DHA w mózgu może spadać – przykładowo w chorobie Alzheimera obserwuje się obniżoną zawartość DHA. Podtrzymywanie odpowiednio wysokiego statusu DHA może spowalniać drogę do demencji.  Co to oznacza w praktyce? To kolejne mocne potwierdzenie, że styl życia i dieta mają istotne znaczenie dla zdrowia układu nerwowego. Optymalne spożycie kwasów omega-3 w średnim wieku może realnie spowalniać procesy prowadzące do neurodegeneracji. Kwasy omega-3 DHA z alg z bioreaktorów to najczystsze, wolne od metali ciężkich cząsteczki budulcowe dla mózgu. Wybierając taką formę nowoczesnej suplementacji, omijasz zanieczyszczone ekosystemy morskie. Dajesz swojemu ciału wyłącznie to, co najlepsze. Zgodnie z danymi opublikowanymi w magazynie JAMA w tym roku, osoby w najwyższym kwartylu spożycia kawy miały wg badania o ~18% niższe ryzyko rozwoju demencji. W przypadku herbaty redukcja ryzyka wystąpienia demencji wynosiła około 14%. Natomiast spożycie kawy bezkofeinowej nie wpływało w sposób istotny na ryzyko demencji. To bardzo duże badanie objęło 131 tysięcy osób, a obserwacja trwała 43 lata!. Najbardziej wyraźne obserwowane różnice dotyczyły spożycia 2 lub 3 filiżanek kawy zawierającej kofeinę (300 mg kofeiny) dziennie lub 1-2 filiżanek herbaty dziennie. Co ważne – efekt był niezależny od genetyki (APOE4) i innych czynników ryzyka. Neuroprotekcyjne działanie kofeiny i polifenoli jest realizowane przez kilka potencjalnych mechanizmów. Kofeina, przede wszystkim poprzez antagonizm wobec receptorów adenozynowych A1 i A2A, moduluje transmisję synaptyczną oraz ogranicza akumulację β-amyloidu. Ponadto kofeina może obniżać poziom prozapalnych cytokin w mózgu oraz łagodzić neurozapalnie, które stanowią kluczowe czynniki przyczyniające się do pogorszenia funkcji poznawczych i rozwoju choroby Alzheimera (AD). Poza kofeiną kawa i herbata zawierają bioaktywne związki, takie jak polifenole, kwas chlorogenowy oraz katechiny, które wykazują działanie antyoksydacyjne i naczyniowe poprzez redukcję stresu oksydacyjnego oraz poprawę funkcji naczyń mózgowych. Ponadto składniki herbaty, takie jak galusan epigallokatechiny (EGCG) oraz L-teanina, mogą przynosić dodatkowe korzyści, nasilając relaksację i działanie neuroprotekcyjne. 

Ten temat będę rozwijał w kolejnych tekstach blogowych.

Pozdrawiam długowiecznie!

KLIKNIJ W GRAFIKĘ I ODWIEDŹ STRONĘ PRODUCENTA OLEJU LOVELIFE

LITERATURA:
1.Structured vs Self-Guided Multidomain Lifestyle Interventions for Global Cognitive Function: The US POINTER Randomized Clinical Trial. JAMA 2025, doi:10.1001/jama.2025.12923
2.Dementia prevention, intervention, and care: 2024 report of the Lancet standing Commission. The Lancet 2024, doi:10.1016/S0140-6736(24)01296-0
3.A natural experiment on the effect of herpes zoster vaccination on dementia. Nature 2025, doi:10.1038/s41586-025-08800-x
4.Lipidome atlas of the adult human brain. Nature Communications 2024, doi:10.1038/s41467-024-48734-y
5.Docosahexaenoic Acid (DHA): An Ancient Nutrient for the Modern Human Brain. Nutrients 2011, doi:10.3390/nu3050529
6.Contribution of vaccination to improved survival and health: modelling 50 years of the Expanded Programme on Immunization. The Lancet 2024, doi:10.1016/S0140-6736(24)00850-x
7.Blood omega-3 is inversely related to risk of early-onset dementia. Clinical Nutrition 2026, doi:10.1016/j.clnu.2025.106559
8.Coffee and Tea Intake, Dementia Risk, and Cognitive Function. JAMA 2026, doi: 10.1001/jama.2025.27259

Dlaczego biotechnologia szuka możliwości regeneracji grasicy?

Historia zaczyna się ponad trzydzieści lat temu. W 1996 roku amerykański biolog Gregory Fahy postanowił przeprowadzić na sobie eksperyment. Po przeczytaniu badań na szczurach zdobył hormon wzrostu i przez miesiąc wykonywał sobie zastrzyki. Jego celem nie była większa masa mięśniowa ani poprawa sylwetki. Chciał odbudować grasicę. Według wykonanych rezonansów magnetycznych masa funkcjonalnej grasicy niemal się podwoiła. Sam Fahy wspomina, że miał wtedy 46 lat i był w bardzo dobrej kondycji, dlatego trudno było ocenić, czy rzeczywiście odmłodniał. Jednak podczas kolejnych prób regeneracji mówił, że czuł się bardziej energiczny i – jak sam określił – niemal niezwyciężony. To, co zaczęło się jako eksperyment jednego naukowca, przerodziło się później w serię niewielkich badań klinicznych prowadzonych przez firmę biofarmaceutyczną Intervene Immune w Kalifornii, w której Fahy pełni funkcję dyrektora ds. naukowych. Firma sponsoruje badanie TRIIM-X, rozszerzone pilotażowe badanie kliniczne, które ocenia spersonalizowany schemat leczenia skojarzonego w celu regeneracji grasicy. Grasica jest częścią układu odpornościowego, której sprawność wyraźnie spada z wiekiem. Jej regeneracja może zapobiec kluczowym aspektom immunostarzenia (starzenia się układu odpornościowego) lub je odwrócić, a potencjalnie może także zapobiec kluczowym etapom ogólnego procesu starzenia lub je odwrócić. Badanie oceni biomarkery starzenia epigenetycznego i immunostarzenia. Oceni również ustalone miary kliniczne i czynniki ryzyka w zapobieganiu osłabieniu fizycznemu (zespołowi kruchości), chorobom nowotworowym, chorobom układu krążenia, cukrzycy, demencji, a także chorobom zakaźnym, w tym grypie i COVID-19. W badaniu stosuje się kilka substancji w połączeniu ze spersonalizowanymi dawkami rekombinowanego ludzkiego hormonu wzrostu (somatropiny), metforminą oraz DHEA. Sposób ten jest podobny do leczenia skojarzonego zastosowanego we wcześniejszym badaniu TRIIM na Uniwersytecie Stanforda, które wykazało silną istotność statystyczną dla głównych punktów końcowych skuteczności, które będą oceniane w TRIIM-X. Hormon wzrostu (GH, growth hormone) jest jednym z kluczowych hormonów regulujących wzrost, metabolizm oraz regenerację tkanek. Jego działanie w dużej mierze odbywa się poprzez pobudzanie produkcji insulinopodobnych czynników wzrostu – IGF-1 i IGF-2. Są one wytwarzane głównie w wątrobie, ale także w innych tkankach organizmu. Najważniejszą rolą układu GH–IGF jest stymulowanie wzrostu organizmu poprzez pobudzanie procesów takich jak chondrogeneza (tworzenie chrząstki) oraz osteogeneza (budowa kości), szczególnie w okresie rozwoju. Hormon wzrostu wpływa również bezpośrednio na metabolizm. W wątrobie zwiększa rozkład glikogenu (glikogenolizę), co prowadzi do uwalniania większej ilości glukozy do krwi. Przy długotrwałym podwyższonym poziomie GH może dochodzić do zwiększonej pracy trzustki i nasilenia wydzielania insuliny. W tkance tłuszczowej hormon wzrostu działa przede wszystkim mobilizująco – pobudza lipolizę, czyli rozpad tłuszczów, oraz ogranicza lipogenezę, czyli ich magazynowanie. W efekcie zwiększa się ilość wolnych kwasów tłuszczowych krążących we krwi, które mogą być wykorzystywane jako źródło energii. Hormon wzrostu pełni podwójną rolę: z jednej strony wspiera wzrost i regenerację tkanek poprzez IGF-1, a z drugiej aktywnie reguluje gospodarkę energetyczną organizmu, wpływając na metabolizm cukrów i tłuszczów.

„Zegary” epigenetyczne mogą obecnie dokładnie szacować wiek biologiczny. We wspomnianym badaniu (które było publikowane w Aging Cell, a na czele zespołu stał Steve Horvath) użyto czterech takich wskaźników wieku, aby wykazać, że starzenie epigenetyczne można u ludzi odwrócić. Stosując protokół mający na celu regenerację grasicy, zaobserwowano ochronne zmiany immunologiczne, poprawę wskaźników ryzyka wielu chorób związanych z wiekiem oraz średni wiek epigenetyczny o około 1,5 roku niższy od wyjściowego po 1 roku leczenia (co oznacza zmianę o -2,5 roku pod koniec badania w porównaniu do braku leczenia). Tempo odwracania wieku epigenetycznego w stosunku do wieku chronologicznego przyspieszyło z – 1,6 roku/rok w okresie od 0 do 9 miesięcy do -6,5 roku/rok w okresie od 9 do 12 miesięcy. Wskaźnik GrimAge, służący do prognozowania zachorowalności i śmiertelności u ludzi, wykazał spadek wieku epigenetycznego w stosunku do chronologicznego o 2 lata, który utrzymywał się przez sześć miesięcy po zakończeniu leczenia. W 2019 roku było to przełomowe odkrycie. Nazwa TRIIM to akronim utworzony z pierwszych liter angielskich terminów opisujących główne cele medyczne tego badania:
Thymus Regeneration (Regeneracja grasicy) – główny cel naukowy; odbudowa tkanki grasicy, która zanika z wiekiem.
Immunorestoration (Odbudowa/Przywrócenie odporności) – efekt regeneracji grasicy, czyli odmłodzenie układu immunologicznego.
Insulin Mitigation (Łagodzenie poziomu/efektów insuliny) – odnosi się do zastosowania metforminy i DHEA w celu zneutralizowania insulinooporności i podwyższonego poziomu insuliny, które są skutkiem ubocznym przyjmowania hormonu wzrostu. DHEA (dehydroepiandrosteron) to naturalny hormon steroidowy produkowany głównie przez korę nadnerczy. Jest jednym z najważniejszych prekursorów hormonów płciowych – organizm może przekształcać go w testosteron i estrogeny. Z tego powodu DHEA często nazywany jest „hormonem młodości”, choć jego rzeczywiste działanie jest znacznie bardziej złożone.

Somatropina jest zatwierdzona przez FDA w leczeniu niedoboru hormonu wzrostu u dorosłych. Jej użycie w badaniu opiera się na wcześniejszych danych dotyczących bezpieczeństwa ustalonych dla tego wskazania, a także na danych o bezpieczeństwie dostępnych z jej wcześniejszego użycia w badaniu TRIIM oraz w praktyce klinicznej u zdrowych osób starszych. W badaniu biorą udział również grupy kontrolne, co pozwoli na przetestowanie zmienności biomarkerów oraz wkładu poszczególnych leków w leczenie skojarzone. Celem badania jest uzyskanie informacji potrzebnych do zaprojektowania skutecznego, spersonalizowanego i adaptacyjnego schematu leczenia dla większej i bardziej zróżnicowanej populacji badawczej. Cel to także uzyskanie dodatkowego dowodu słuszności (proof of principle) dla nowego zastosowania tych leków i biomarkerów w medycynie prewencyjnej. Czas trwania leczenia w badaniu TRIIM-X wyniesie 12 miesięcy. Obecnie TRIIM-X nadal nie opublikował wyników końcowych, mimo że badanie zostało zarejestrowane kilka lat temu jako następca przełomowego badania TRIIM z 2019 roku. Według rejestru ClinicalTrials.gov badanie pozostaje aktywne i jest prowadzone jako rozszerzone badanie pilotażowe nad regeneracją grasicy. 

Dlaczego grasica jest tak interesująca? To właśnie tutaj dojrzewają limfocyty T. Są to komórki odpornościowe odpowiedzialne za rozpoznawanie wirusów, bakterii oraz komórek nowotworowych. Można powiedzieć, że grasica jest szkołą dla naszego układu odpornościowego. To tutaj limfocyty uczą się odróżniać własne komórki od obcych i potencjalnie niebezpiecznych. Bez prawidłowo działającej grasicy odporność staje się znacznie mniej skuteczna. Co ciekawe, przez wiele lat naukowcy praktycznie ignorowali ten narząd. W latach dwudziestych ubiegłego wieku niektórzy badacze sądzili nawet, że grasica odpowiada za produkcję skorupek jaj u ptaków i ma niewielkie znaczenie u ssaków. Jeszcze później laureat Nagrody Nobla Peter Medawar nazwał ją „ewolucyjnym przypadkiem bez większego znaczenia”. Dzisiaj wiemy, że było to błędne przekonanie. Dopiero w latach sześćdziesiątych immunolog Jacques Miller wykazał, że nowonarodzone myszy pozbawione grasicy szybko umierały z powodu infekcji. To właśnie wtedy odkryto, że grasica produkuje limfocyty T – komórki nazwane zresztą od angielskiej nazwy tego narządu, czyli thymus. Problem polega na tym, że grasica bardzo szybko się starzeje. Po okresie dojrzewania zaczyna zanikać. Jej miejsce zajmuje tkanka tłuszczowa. Produkcja nowych limfocytów T systematycznie maleje. Badania pokazują, że w wieku około 40 lat grasica produkuje jedynie około 25% tylu limfocytów T, ile produkowała u ośmioletniego dziecka. W wieku 65 lat pozostaje już tylko około 10% tej aktywności. Przez długi czas uważano, że nie ma to znaczenia. Sądzono, że organizm posiada wystarczający zapas limfocytów na całe życie. Coraz więcej danych wskazuje jednak, że nie jest to prawda. Przełom nastąpił w 2023 roku. Opublikowano wtedy badanie obejmujące osoby, którym podczas operacji kardiochirurgicznych usunięto grasicę. Okazało się, że w ciągu kolejnych pięciu lat ryzyko śmierci było u nich prawie trzykrotnie wyższe niż u osób, którym grasicy nie usunięto. Jeszcze bardziej niepokojące było to, że ryzyko zachorowania na nowotwory było około dwukrotnie wyższe. To był pierwszy bardzo mocny sygnał, że grasica nie jest narządem zbędnym. Wręcz przeciwnie. Może odgrywać kluczową rolę również u dorosłych. Zaskakujące były wyniki badania z Harvardu opublikowane w The New England Journal of Medicine z 2023. Przez wiele lat grasica była traktowana jako narząd, który w rozwoju i dalszym życiu praktycznie przestaje być potrzebny na pewnym etapie. Ponieważ z wiekiem ulega zanikowi, uważano, że jej usunięcie podczas operacji kardiochirurgicznych nie ma większych konsekwencji. Jednak badanie całkowicie zmieniło to spojrzenie. Naukowcy z Harvardu przeanalizowali dane ponad 7400 dorosłych pacjentów. Wśród nich 1420 osób przeszło usunięcie grasicy, natomiast ponad 6000 pacjentów stanowiło grupę kontrolną – byli to ludzie o podobnym wieku i stanie zdrowia, którzy przeszli podobne operacje kardiochirurgiczne, ale zachowali grasicę. Wyniki okazały się bardzo niepokojące. Po pięciu latach od operacji ryzyko zgonu z jakiejkolwiek przyczyny było u osób po usunięciu grasicy niemal trzykrotnie wyższe. Zmarło 8,1% pacjentów po tymektomii, podczas gdy w grupie kontrolnej było to jedynie 2,8%. Oznacza to względny wzrost ryzyka aż 2,9 raza. Równie alarmujące były dane dotyczące nowotworów. W ciągu pięciu lat nowotwór rozwinął się u 7,4% osób po usunięciu grasicy, natomiast w grupie kontrolnej u 3,7%. Innymi słowy, ryzyko zachorowania na raka było dwukrotnie wyższe. Naukowcy sprawdzili również ryzyko chorób autoimmunologicznych. Początkowo różnica nie wydawała się istotna. Jednak po wykluczeniu osób, które jeszcze przed operacją chorowały na infekcje, nowotwory lub choroby autoimmunologiczne, obraz stał się znacznie wyraźniejszy. W tej grupie ryzyko rozwoju chorób autoimmunologicznych było o 50% wyższe u osób po usunięciu grasicy. Choroby autoimmunologiczne rozwinęły się u 12,3% pacjentów, podczas gdy w grupie kontrolnej u 7,9%. Badacze postanowili również sprawdzić, co dzieje się z układem odpornościowym wiele lat po operacji. U części uczestników, średnio 14 lat po usunięciu grasicy, zmierzono produkcję nowych limfocytów T. Okazało się, że osoby po tymektomii produkowały znacznie mniej nowych limfocytów CD4+ i CD8+, czyli komórek odpowiedzialnych za zwalczanie wirusów, bakterii oraz komórek nowotworowych. Jednocześnie we krwi tych pacjentów stwierdzono podwyższony poziom cytokin prozapalnych, co sugeruje utrzymujący się przewlekły stan zapalny. Dlaczego to takie ważne? Grasica jest miejscem dojrzewania limfocytów T. To właśnie tam komórki odpornościowe uczą się rozpoznawać zagrożenia i odróżniać własne tkanki od obcych. Choć po okresie dojrzewania grasica stopniowo zanika, okazuje się, że przez całe dorosłe życie nadal produkuje nowe limfocyty T. Jeżeli ten proces zostanie przerwany przez usunięcie grasicy, układ odpornościowy stopniowo traci zdolność odnawiania swojej najważniejszej armii komórek. Czy to oznacza, że każda osoba po usunięciu grasicy będzie żyła krócej? Nie. To było badanie obserwacyjne, dlatego nie dowodzi ono związku przyczynowo-skutkowego. Pokazuje jednak bardzo silną zależność między usunięciem grasicy a wyższym ryzykiem zgonu, nowotworów oraz – w określonych grupach – chorób autoimmunologicznych. To badanie zmieniło sposób, w jaki naukowcy patrzą na grasicę. Jeszcze kilka lat temu uważano ją za narząd, który po dzieciństwie staje się zbędny. Dziś coraz więcej dowodów wskazuje, że nawet częściowo zanikająca grasica przez całe życie wspiera funkcjonowanie układu odpornościowego. Nic więc dziwnego, że regeneracja grasicy stała się jednym z najbardziej obiecujących kierunków badań nad długowiecznością. Jeśli w przyszłości nauczymy się przywracać jej funkcję, być może uda się nie tylko poprawić odporność, ale także zmniejszyć ryzyko nowotworów i spowolnić proces starzenia organizmu.

Jeszcze ciekawsze wyniki pojawiły się w 2026 roku. Dwa niezależne badania objęły łącznie ponad 31 tysięcy osób. Naukowcy analizowali wielkość grasicy oraz stan zdrowia uczestników. Wyniki były bardzo spójne. Osoby z bardziej zanikłą grasicą miały wyższe ryzyko śmierci. Częściej rozwijały choroby sercowo-naczyniowe. Częściej chorowały na nowotwory. W najnowszym badaniu opublikowanym w prestiżowym czasopiśmie Nature naukowcy przeanalizowali dane 27 612 osób z dwóch dużych amerykańskich badań populacyjnych – National Lung Screening Trial oraz Framingham Heart Study. Badacze opracowali system sztucznej inteligencji, który na podstawie rutynowych badań tomografii komputerowej oceniał stopień zachowania grasicy. Wyniki okazały się niezwykle interesujące. Po pierwsze, naukowcy potwierdzili, że kondycja grasicy bardzo różni się między ludźmi. Wpływa na nią oczywiście wiek, ale także płeć oraz styl życia. Najważniejsze było jednak to, że osoby z najlepiej zachowaną grasicą żyły znacznie dłużej. W badaniu National Lung Screening Trial, które obejmowało ponad 25 tysięcy osób, po 12 latach obserwacji śmiertelność wyniosła 13,4% u osób z dobrą kondycją grasicy. Dla porównania, u osób z najbardziej zanikłą grasicą zmarło 25,5% uczestników. To niemal dwukrotna różnica. Co więcej, ryzyko zgonu było o 51% niższe u osób z wysokim wskaźnikiem zdrowia grasicy. I co bardzo ważne – zależność ta utrzymywała się nawet po uwzględnieniu wieku, płci, palenia papierosów oraz współistniejących chorób. Innymi słowy, grasica dostarczała informacji prognostycznej, której nie wyjaśniały tradycyjne czynniki ryzyka. Podobne wyniki uzyskano w drugim, całkowicie niezależnym badaniu – Framingham Heart Study. Tutaj również osoby z najlepiej zachowaną grasicą miały zdecydowanie większe szanse na długie życie. Po 12 latach zmarło jedynie 3,9% osób z wysokim wskaźnikiem zdrowia grasicy, podczas gdy w grupie z najgorszą kondycją grasicy śmiertelność wyniosła 14,5%. Ale to nie wszystko. Lepsza kondycja grasicy wiązała się również z niższym ryzykiem zachorowania na raka płuca, mniejszą śmiertelnością z powodu chorób sercowo-naczyniowych oraz korzystniejszym profilem metabolicznym. Osoby z zachowaną grasicą miały również niższy poziom przewlekłego stanu zapalnego. Naukowcy zwrócili uwagę na jeszcze jeden bardzo ważny aspekt. Zdrowie grasicy było powiązane z czynnikami stylu życia. Palenie papierosów, otyłość oraz brak aktywności fizycznej wiązały się z szybszym zanikiem grasicy. Z kolei osoby prowadzące zdrowszy styl życia znacznie częściej zachowywały jej funkcję również w starszym wieku. To niezwykle ważna obserwacja, ponieważ sugeruje, że tempo starzenia grasicy nie jest całkowicie zapisane w naszych genach. Być może możemy na nie wpływać. Autorzy badania dochodzą do bardzo odważnego wniosku. Grasica wydaje się być jednym z głównych regulatorów starzenia układu odpornościowego, a jej kondycja może decydować nie tylko o odporności na infekcje, ale również o ryzyku nowotworów, chorób serca i długości życia. Oczywiście badanie nie dowodzi jeszcze, że odbudowanie grasicy automatycznie wydłuży życie. Pokazuje jednak bardzo silny związek między jej funkcją a zdrowym starzeniem. To właśnie dlatego coraz więcej laboratoriów na świecie pracuje nad terapiami mającymi regenerować grasicę. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że ten niewielki narząd nie ma większego znaczenia u dorosłych. Dzisiaj może okazać się jednym z najbardziej obiecujących celów medycyny długowieczności.

Drugie, ciekawe badanie wykazało natomiast, że pacjenci z mniejszą grasicą gorzej odpowiadali na immunoterapię nowotworów. To niezwykle interesujące. Immunoterapia zrewolucjonizowała leczenie nowotworów. Dzięki niej układ odpornościowy może ponownie rozpoznać i zniszczyć komórki rakowe. Problem polega jednak na tym, że nie wszyscy pacjenci odnoszą z niej korzyść. U części osób leczenie działa spektakularnie, a u innych niemal wcale. Dlaczego? Do tej pory naukowcy skupiali się przede wszystkim na samym nowotworze. Analizowano między innymi ekspresję białka PD-L1 czy liczbę mutacji w komórkach nowotworowych. Tymczasem nowe badanie opublikowane w Naturesugeruje, że równie ważny może być… stan układu odpornościowego, a dokładniej kondycja grasicy. Grasica to narząd, w którym dojrzewają limfocyty T – komórki odpowiedzialne za rozpoznawanie i niszczenie komórek nowotworowych. Naukowcy postawili więc pytanie: czy sprawniejsza grasica oznacza lepszą odpowiedź na immunoterapię?

Aby to sprawdzić, przeanalizowano dane 3476 pacjentów z różnymi typami nowotworów leczonych inhibitorami punktów kontrolnych układu odpornościowego. Za pomocą sztucznej inteligencji oceniono kondycję grasicy na podstawie rutynowych badań tomografii komputerowej. Wyniki były bardzo wyraźne. U pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca lepsza kondycja grasicy wiązała się zarówno z dłuższym czasem bez progresji choroby, jak i dłuższym całkowitym przeżyciem. Co szczególnie istotne, zależność ta utrzymywała się niezależnie od poziomu PD-L1 oraz liczby mutacji w nowotworze. Oznacza to, że zdrowie grasicy dostarczało dodatkowej, niezależnej informacji o rokowaniu pacjenta. Naukowcy potwierdzili również biologiczne znaczenie tego zjawiska. Innymi słowy, sprawniejsza grasica oznaczała bardziej „młody” i bardziej zróżnicowany układ odpornościowy, który był lepiej przygotowany do walki z nowotworem. Co więcej, podobną zależność zaobserwowano nie tylko w raku płuca, ale również u pacjentów z czerniakiem, rakiem piersi oraz rakiem nerki. Jeżeli kolejne badania potwierdzą te wyniki, ocena kondycji grasicy może stać się nowym biomarkerem pomagającym przewidzieć skuteczność immunoterapii. W przyszłości może również pomóc lekarzom lepiej dobierać moment rozpoczęcia leczenia, a nawet otworzyć drogę do terapii regenerujących grasicę przed rozpoczęciem immunoterapii. To kolejny dowód na to, że niewielka grasica, przez lata uważana za narząd praktycznie niepotrzebny u dorosłych, może odgrywać kluczową rolę zarówno w długowieczności, jak i w skuteczności nowoczesnego leczenia nowotworów.
Warto jednak wspomnieć o badaniu, które przedstawia nieco odmienny obraz. Naukowcy z Yale School of Medicine przeanalizowali dane blisko 2500 pacjentów, którzy przeszli częściowe lub całkowite usunięcie grasicy. Następnie porównali ich przeżycie z populacją ogólną oraz z pacjentami operowanymi z powodu nowotworów tarczycy i piersi o bardzo dobrym rokowaniu. Okazało się, że 5-letnie przeżycie nie różniło się istotnie między badanymi grupami. Nie stwierdzono również różnicy pomiędzy częściowym a całkowitym usunięciem grasicy. Co więcej, zgony z powodu wtórnych nowotworów były rzadkie i występowały z podobną częstością jak w grupach kontrolnych. Autorzy podkreślają jednak, że badanie dotyczyło wyłącznie pacjentów z małymi zmianami nowotworowymi oraz obejmowało jedynie 5-letnią obserwację. Dlatego nie wyklucza ono ewentualnych długoterminowych konsekwencji usunięcia grasicy. Sami badacze zaznaczają, że potrzebne są dłuższe obserwacje oraz badania oceniające wpływ tymektomii na funkcjonowanie układu odpornościowego. To przypomina, że choć rola grasicy w długowieczności wydaje się coraz bardziej istotna, obraz naukowy wciąż się kształtuje i wymaga dalszych badań.

Czy zanik grasicy powoduje starzenie? Tutaj musimy zachować ostrożność. Na razie badania pokazują przede wszystkim korelację. Innymi słowy – mniejsza grasica wiąże się z gorszym zdrowiem i krótszym życiem. Nie mamy jednak jeszcze pewności, że to właśnie zanik grasicy jest przyczyną tych problemów. Możliwe, że jest po prostu bardzo dobrym wskaźnikiem biologicznego wieku organizmu. Ale nawet jeśli tak jest, to nadal czyni ją niezwykle interesującym biomarkerem starzenia. Nic więc dziwnego, że inwestorzy zaczynają dostrzegać ogromny potencjał. Na początku 2026 roku szwajcarska firma TECregen pozyskała około 10 milionów franków szwajcarskich na rozwój terapii regenerujących grasicę. To firma, która może odegrać ważną rolę w przyszłości medycyny długowieczności. TECregen to szwajcarski startup biotechnologiczny z Bazylei. Swoją drogą bardzo podobała mi się Bazylea, gdy jeszcze podczas studiów wyjechałem na krótki staż do Biocentrum – tam pod okiem prof. Michael Zavolan uczyłem się bioinformatycznych metod modelowania struktur cząsteczek RNA. Laboratorium, w którym wówczas pracowałem było częścią konsorcjum Eurasenet – która zajmowała się tematem splicingu alternatywnego, czyli mechanizmów składania informacji genetycznej niezbędnej między innymi do produkcji białek w procesie translacji. Firma TECregen rozwija zupełnie nową klasę leków, które określa mianem tymopoetyków. Są to specjalnie zaprojektowane czynniki wzrostu, których zadaniem jest odbudowa komórek nabłonkowych grasicy. To właśnie one tworzą środowisko, w którym dojrzewa układ odpornościowy. Dlaczego jest to tak ważne? Dotychczasowe terapie wykorzystujące czynniki wzrostu często okazywały się zbyt toksyczne i działały również na inne tkanki organizmu, powodując liczne działania niepożądane. TECregen chce to zmienić, projektując cząsteczki działające znacznie bardziej selektywnie, przede wszystkim w obrębie grasicy. Potencjalne zastosowania tych terapii są bardzo szerokie. Obejmują nie tylko osoby starsze z naturalnym zanikiem grasicy, ale również pacjentów po chemioterapii, radioterapii, przeszczepach komórek macierzystych, ciężkich infekcjach czy z wrodzonymi niedoborami odporności. We wszystkich tych sytuacjach odbudowa grasicy mogłaby przyspieszyć regenerację układu odpornościowego i zwiększyć odporność na infekcje. Inwestorzy wyraźnie dostrzegają potencjał tego kierunku. Choć terapia znajduje się jeszcze na wczesnym etapie rozwoju i nie trafiła do badań klinicznych, sam fakt pozyskania tak znaczącego finansowania pokazuje, że regeneracja grasicy przestała być niszowym pomysłem naukowców. Coraz więcej ekspertów uważa, że odbudowa tego niewielkiego narządu może stać się jednym z najbardziej obiecujących kierunków rozwoju medycyny regeneracyjnej i terapii wspierających zdrowe starzenie.
Kilka miesięcy wcześniej amerykańska firma Zag Bio rozpoczęła działalność z finansowaniem wynoszącym aż 80 milionów dolarów. Coraz więcej laboratoriów oraz firm farmaceutycznych rozpoczyna własne programy badawcze. Jeszcze kilka lat temu niewielu naukowców chciało zajmować się grasicą. Dzisiaj, jak mówią sami badacze, zainteresowanie tym tematem jest ogromne. Zag Bio to amerykańska firma biotechnologiczna z Cambridge w Massachusetts, która rozwija nową generację terapii ukierunkowanych na grasicę w leczeniu chorób autoimmunologicznych. Firma opracowuje specjalne przeciwciała dwufunkcyjne, które dostarczają własne antygeny do wyspecjalizowanych komórek prezentujących antygen w grasicy, aby „przeprogramować” układ odpornościowy i przywrócić tolerancję wobec własnych tkanek. Celem tej technologii jest zatrzymanie lub zapobieganie atakom autoimmunologicznym, w których organizm niszczy własne komórki. Najbardziej zaawansowanym programem Zag Bio jest ZAG-101, rozwijany z myślą o leczeniu cukrzycy typu 1, a firma prowadzi również prace nad terapiami dla innych chorób autoimmunologicznych. Podejście Zag Bio wykorzystuje najnowsze odkrycia dotyczące roli grasicy jako „szkoły” układu odpornościowego i może otworzyć nowy kierunek w medycynie precyzyjnej. 

Pytanie brzmi jednak: czy możemy świadomie spowolnić zanik grasicy? Na razie nie mamy jednej skutecznej terapii. Badania nad hormonem wzrostu, DHEA, metforminą czy innymi metodami regeneracji są nadal niewielkie i wymagają potwierdzenia w dużych badaniach klinicznych. Natomiast istnieje coraz więcej dowodów, że przewlekły stan zapalny, otyłość, brak aktywności fizycznej oraz przewlekły stres mogą przyspieszać starzenie układu odpornościowego. Z drugiej strony regularny wysiłek fizyczny, utrzymanie prawidłowej masy ciała, odpowiednia ilość snu oraz dieta przeciwzapalna wspierają funkcjonowanie odporności i mogą pośrednio pomagać w zachowaniu lepszej funkcji grasicy. Ważnym elementem długowieczności jest sprawność układu odpornościowego. Bo ostatecznie większość chorób związanych z wiekiem – od nowotworów, przez miażdżycę, aż po choroby neurodegeneracyjne – ma silny komponent immunologiczny. Na razie nie możemy powiedzieć, że regeneracja grasicy wydłuża życie. Nie mamy jeszcze takich dowodów. Ale po raz pierwszy od wielu dekad naukowcy zaczynają traktować ten niewielki narząd jako jeden z potencjalnych kluczy do zdrowego starzenia. Być może za kilka lub kilkanaście lat, obok badań wieku biologicznego, będziemy rutynowo oceniać również kondycję grasicy. A terapie regenerujące ten narząd staną się kolejnym elementem medycyny długowieczności. Jedno jest pewne – grasica przestała być zapomnianym narządem. Coraz więcej wskazuje na to, że może być jednym z najważniejszych strażników zdrowego starzenia oraz długości życia.

Aksolotl (Ambystoma mexicanum) to zwierzę, które potrafi odtworzyć grasicę. Czy natura pokazuje nam przyszłość medycyny regeneracyjnej? Po usunięciu narządu po prostu go odbudowuje. Potrafi odtworzyć cały, złożony organ z jego pełną funkcją. Takim mistrzem regeneracji jest niezwykły płaz, który od lat fascynuje naukowców. Potrafi odrastać kończyny, fragmenty mózgu, oka, serca, a nawet części rdzenia kręgowego. Jednak najnowsze odkrycie pokazuje coś jeszcze bardziej niezwykłego. Aksolotl potrafi odtworzyć całą grasicę od zera – odkrycie to było opisane w grudniu 2025 na łamach Science Immunology.

To odkrycie może mieć ogromne znaczenie dla przyszłości biologii długowieczności i regeneracji układu odpornościowego. Problem polega na tym, że u ludzi grasica bardzo wcześnie zaczyna się starzeć. Po okresie dojrzewania stopniowo zanika. Jej aktywna tkanka jest zastępowana przez tłuszcz, zmniejsza się produkcja nowych limfocytów T, a układ odpornościowy traci swoją elastyczność. Ten proces, nazywany inwolucją grasicy, jest jednym z elementów starzenia immunologicznego. U ludzi częściowa regeneracja grasicy jest możliwa, ale bardzo ograniczona. Po usunięciu narządu lub jego zaniku związanego z wiekiem organizm nie potrafi odtworzyć całej struktury. I tutaj pojawia się aksolotl. Naukowcy postanowili sprawdzić, czy ten niezwykły płaz posiada zdolność, której nie mają ssaki. W eksperymencie całkowicie usunięto grasicę młodym aksolotlom. Ku zaskoczeniu badaczy zwierzęta nie tylko odbudowały ten narząd, ale zrobiły to od podstaw. Nie chodziło jedynie o powiększenie pozostałych fragmentów tkanki. Powstała zupełnie nowa grasica – z prawidłową strukturą, różnorodnością komórek oraz zdolnością do pełnienia swojej funkcji. Był to pierwszy opisany przypadek tak zwanej regeneracji de novo całego narządu u kręgowca. Jak udało się to odkryć? Naukowcy wykorzystali zaawansowane techniki, między innymi sekwencjonowanie pojedynczych komórek, aby dokładnie prześledzić, jakie komórki pojawiają się podczas regeneracji. Odbudowa grasicy nie jest przypadkowym procesem. Aksolotl uruchamia precyzyjny program regeneracyjny, który odtwarza różne typy komórek potrzebnych do prawidłowego działania narządu. Badacze odkryli, że kluczową rolę może odgrywać szlak sygnałowy związany z cząsteczką MDK – białkiem zaangażowanym w rozwój i naprawę tkanek. MDK (Midkine, gen MDK) to białko sygnałowe należące do grupy czynników wzrostu wiążących heparynę (heparin-binding growth factors). Jest to małe białko, które działa jak cząsteczka komunikacyjna między komórkami – przekazuje sygnały regulujące rozwój, regenerację, odporność i naprawę tkanek. Co ciekawe, jeden z najważniejszych genów odpowiedzialnych za rozwój grasicy u ssaków – FOXN1 – nie był konieczny do rozpoczęcia regeneracji u aksolotla. To sugeruje, że natura wypracowała alternatywny mechanizm odbudowy tego narządu. Dlaczego to odkrycie jest tak ważne dla ludzi? Bo pokazuje, że regeneracja grasicy nie jest biologicznie niemożliwa. Problem polega na tym, że ssaki – w tym człowiek – utraciły tę zdolność w toku ewolucji. Jeżeli naukowcy zrozumieją, jakie mechanizmy pozwalają aksolotlowi odbudować grasicę, być może uda się kiedyś wykorzystać podobne strategie u ludzi. Odbudowa grasicy mogłaby oznaczać przywrócenie produkcji młodych limfocytów T i odmłodzenie funkcji układu odpornościowego. To odkrycie jest kolejnym dowodem, że natura posiada rozwiązania, których dopiero zaczynamy się uczyć. Przez lata pytaliśmy: jak spowolnić starzenie? Dzisiaj coraz częściej pytamy: czy możemy nauczyć organizm regenerować to, co utracił? Aksolotl pokazuje, że odpowiedź może istnieć w świecie zwierząt. Być może przyszłość medycyny regeneracyjnej nie będzie polegała tylko na leczeniu chorób, ale na przywracaniu młodzieńczej funkcji naszych własnych narządów. A niewielki meksykański płaz może okazać się jednym z najważniejszych nauczycieli dla naukowców pracujących nad długowiecznością. 

Teraz was zaskoczę. Jednym z najbardziej interesujących odkryć dotyczących wpływu stylu życia na grasicę jest badanie nad ograniczeniem kalorii. Od dawna wiadomo, że restrykcja kaloryczna wydłuża życie u wielu gatunków zwierząt, ale u ludzi jej mechanizmy pozostają trudniejsze do zrozumienia. W badaniu CALERIE zdrowi dorośli przez 2 lata stosowali umiarkowane ograniczenie kalorii – około 14% restrykcja. Okazało się, że taka interwencja doprowadziła do częściowej regeneracji grasicy i poprawiła jej funkcję, czyli zwiększyła zdolność tego narządu do produkcji nowych limfocytów T. Co ciekawe, naukowcy zauważyli, że regeneracja grasicy była związana z usuwaniem nieprawidłowo odkładanego tłuszczu wewnątrz tego narządu. Z wiekiem grasica stopniowo zamienia swoją aktywną tkankę na tkankę tłuszczową, co ogranicza produkcję nowych komórek odpornościowych. Badacze odkryli również, że ograniczenie kalorii zmniejszało aktywność genu PLA2G7, który jest związany ze stanem zapalnym i starzeniem metabolicznym. U myszy pozbawionych tego genu obserwowano mniejsze otłuszczenie grasicy, niższy poziom przewlekłego zapalenia oraz lepszą kondycję metaboliczną. To badanie pokazuje, że umiarkowane ograniczenie kalorii może działać nie tylko poprzez wpływ na metabolizm, ale również poprzez odmładzanie układu odpornościowego. Być może część korzyści przypisywanych restrykcji kalorycznej wynika właśnie z ochrony grasicy i utrzymania zdolności organizmu do produkcji młodych limfocytów T? Temat wydaje się otwarty…

LITERATURA:

Reversal of epigenetic aging and immunosenescent trends in humans. Aging Cell 2019, doi:10.1111/acel.13028

Thymic involution and rising disease incidence with age. PNAS 2018, doi:10.1073/pnas.1714478115

Health Consequences of Thymus Removal in Adults. NEJM 2023, doi:10.1056/NEJMoa2302892

Thymic health consequences in adults. Nature 2026, doi:10.1038/s41586-026-10242-y

Thymic health and immunotherapy outcomes in patients with cancer. Nature 2026, doi:10.1038/s41586-026-10243-x

Mortality Risk and Cause of Death Associated With Removal of the Adult Thymus: Analysis of the U.S. Thymoma Population. J Thorac Oncol 2026, doi:10.1016/j.jtho.2025.08.017

Molecular basis for de novo thymus regeneration in a vertebrate, the axolotl. Science Immunology 2025, doi:10.1126/sciimmunol.adw9903 

Caloric restriction in humans reveals immunometabolic regulators of health span. Science 2022, doi: 10.1126/science.abg7292

Nawodnienie i choroba Alzheimera

Mimo że osoby starsze są bardziej narażone na odwodnienie, związek między nawodnieniem organizmu a chorobą Alzheimera i innymi rodzajami demencji (ADRD) pozostaje w dużej mierze niezbadany. Niedawne badanie analizowało zależność między dziennym spożyciem płynów a biomarkerami obrazowymi demencji u 287 osób starszych z prawidłowymi funkcjami poznawczymi. Badacze wykazali, że niższe spożycie płynów wiązało się z większym odkładaniem amyloidu β w mózgu oraz większym nasileniem uszkodzeń naczyń mózgowych. Choć czynniki stylu życia, takie jak aktywność fizyczna czy sposób odżywiania, od dawna są przedmiotem badań jako elementy profilaktyki choroby Alzheimera i innych demencji, rola nawodnienia pozostawała dotychczas niemal niezauważona. Wraz z wiekiem zmniejsza się odczuwanie pragnienia, dlatego osoby starsze są szczególnie podatne na odwodnienie. Wiadomo, że odwodnienie wiąże się ze zwiększoną śmiertelnością oraz gorszym stanem zdrowia, w tym z pogorszeniem funkcji poznawczych i większym ryzykiem udaru niedokrwiennego mózgu. Badania przedkliniczne na zwierzętach dostarczają dodatkowych argumentów przemawiających za znaczeniem nawodnienia. U szczurów pozbawionych dostępu do wody lub poddanych stresowi osmotycznemu obserwowano wyraźny wzrost poziomu białka prekursorowego amyloidu β (APP) w neuronach. Z kolei u myszy odwodnienie prowadziło do zaburzeń funkcjonowania naczyń mózgowych, zwiększonego stresu oksydacyjnego oraz pogorszenia zdolności poznawczych. Wyniki te sugerują, że odwodnienie może stanowić istotny czynnik ryzyka demencji związanych z wiekiem, w tym choroby Alzheimera i demencji naczyniowej. Nadal jednak niewiele wiadomo o tym, czy podobne zależności występują u ludzi.

Aby odpowiedzieć na to pytanie, Jee Wook Kim i współpracownicy przeanalizowali dane pochodzące od 287 zdrowych poznawczo osób w wieku od 55 do 90 lat uczestniczących w koreańskim projekcie KBASE (Korean Brain Aging Study for Early Diagnosis and Prediction of Alzheimer’s Disease). Uczestnicy przeszli szczegółową ocenę kliniczną, obejmującą między innymi pomiar dziennego spożycia płynów za pomocą kwestionariusza Mini Nutritional Assessment (MNA) oraz zaawansowane badania obrazowe mózgu. Do oceny odkładania amyloidu β, białka tau oraz metabolizmu glukozy wykorzystano pozytonową tomografię emisyjną (PET), natomiast rezonans magnetyczny (MRI) pozwolił ocenić grubość kory mózgowej oraz obecność zmian naczyniowych w postaci hiperintensywności istoty białej (WMH). Uczestników podzielono na dwie grupy: osoby pijące więcej niż 5 szklanek płynów dziennie oraz osoby spożywające 5 szklanek lub mniej. Analizy obejmowały zarówno ocenę w momencie rozpoczęcia badania, jak i po dwóch latach obserwacji. Uwzględniono przy tym liczne czynniki mogące wpływać na wyniki, takie jak wiek, płeć, genotyp APOE, aktywność fizyczna, sposób odżywiania oraz parametry metaboliczne, w tym poziom glukozy, insuliny i cholesterolu. Najważniejszym wynikiem badania było stwierdzenie, że osoby spożywające mniej płynów miały większe odkładanie amyloidu β w mózgu zarówno w analizie przekrojowej, jak i podczas dwuletniej obserwacji. Co ciekawe, zależność ta występowała wyłącznie u osób, które nie były nosicielami wariantu genu APOE4. Niskie spożycie płynów wiązało się również z większą objętością zmian naczyniowych w mózgu (WMH), jednak zależność ta była widoczna jedynie w analizie przekrojowej. Nie stwierdzono natomiast związku pomiędzy ilością wypijanych płynów a odkładaniem białka tau, metabolizmem glukozy w mózgu ani grubością kory mózgowej.

Autorzy podkreślają, że jest to jedno z pierwszych badań tak kompleksowo analizujących wpływ nawodnienia na biomarkery choroby Alzheimera u osób bez zaburzeń poznawczych. Do jego największych zalet należą wykorzystanie dobrze scharakteryzowanej grupy badanych, zastosowanie nowoczesnych metod obrazowania mózgu oraz uwzględnienie wielu potencjalnych czynników zakłócających. Dodatkowo przeprowadzono analizy wyłącznie wśród osób prawidłowo odżywionych, uzyskując podobne wyniki, co sugeruje, że obserwowane zależności nie wynikały jedynie z ogólnego stanu odżywienia. Badanie ma jednak również istotne ograniczenia. Największym z nich jest sposób oceny nawodnienia. Ilość wypijanych płynów określano na podstawie deklaracji uczestników, co może prowadzić do błędów pamięci i niedokładności, zwłaszcza u osób starszych. Dodatkowo podział uczestników jedynie na dwie grupy (powyżej lub poniżej 5 szklanek dziennie) może nie odzwierciedlać rzeczywistego stopnia nawodnienia organizmu. Autorzy sugerują, że przyszłe badania powinny uwzględniać także obiektywne wskaźniki laboratoryjne, takie jak hematokryt, stężenie sodu czy osmolarność surowicy. Kolejnym ograniczeniem był stosunkowo krótki, dwuletni okres obserwacji, który mógł być niewystarczający do uchwycenia długofalowego wpływu nawodnienia na rozwój patologii charakterystycznej dla choroby Alzheimera oraz wystąpienie demencji. Ponadto jedynie niewielka część uczestników przeszła badania PET oceniające odkładanie białka tau, co ograniczało możliwość wykrycia ewentualnych zależności. Warto również pamiętać, że badanie przeprowadzono wyłącznie w populacji koreańskiej, dlatego konieczne jest potwierdzenie tych wyników w innych grupach etnicznych.

Interesującym odkryciem było to, że związek między niskim spożyciem płynów a większym odkładaniem amyloidu β występował wyłącznie u osób bez genu APOE4. Autorzy przypuszczają, że może mieć to związek z funkcjonowaniem układu glimfatycznego – systemu odpowiedzialnego za usuwanie produktów przemiany materii, w tym amyloidu β, z mózgu. Istnieje hipoteza, że obecność wariantu APOE4 prowadzi do wcześniejszego zwężenia naczyń limfatycznych opon mózgowych i upośledzenia odpływu płynu mózgowo-rdzeniowego. W takiej sytuacji dodatkowy wpływ odwodnienia może być stosunkowo niewielki. Natomiast u osób z wariantem APOE3, u których układ glimfatyczny funkcjonuje sprawniej, odwodnienie może wyraźniej pogarszać usuwanie amyloidu β z mózgu. Hipoteza ta wymaga jednak dalszych badań.

LITERATURA:
1.Daily fluid intake and brain amyloid deposition: A cohort study. J Alzheimers Dis 2025, doi:10.1177/13872877251314176
2.Hydrate to keep the amyloid away. J Alzheimers Dis 2025, doi:10.1177/13872877251331590


Silne mięśnie – pancerz długowieczności

Kiedy myślimy o długowieczności, przed oczami stają nam najczęściej drogie suplementy, rygorystyczne diety, zaawansowane terapie genetyczne czy techniki radzenia sobie ze stresem. Istnieje jednak jeden, często pomijany biologiczny system obronny, który dosłownie decyduje o tym, czy przeżyjemy kryzys zdrowotny i jak długo zachowamy biologiczną młodość. Aby zrozumieć, dlaczego mięśnie są kluczem do długiego życia, musimy przenieść się w dość nietypowe miejsce do rozmów o longevity – na oddział intensywnej terapii. W 2025 roku na łamach czasopisma Critical Care opublikowano ważną metaanalizę, w której  naukowcy przeanalizowali dane z 35 badań obejmujących łącznie ponad 9300 pacjentów, którzy zostali przyjęci na oddziały intensywnej opieki medycznej w stanie krytycznym. Zbadano między innymi ich skład ciała za pomocą tomografii komputerowej. Wyniki tych badań okazały się alarmujące, ale też niezwykle pouczające dla każdego z nas. Aż 42% pacjentów trafiających na OIOM cierpiało na sarkopenię, czyli krytycznie niską masę mięśniową. Analiza statystyczna wykazała, że osoby te miały ponad dwukrotnie wyższe ryzyko śmierci – zarówno w krótkiej perspektywie pobytu w szpitalu, jak i w ujęciu długoterminowym, mierzonym do roku po wypisie. Dlaczego te statystyki są tak bezwzględne i co mają wspólnego z długowiecznością na co dzień? Musimy zmienić sposób myślenia o mięśniach. To nie jest tylko tkanka służąca do poruszania się czy podnoszenia ciężarów, ale potężny organ metaboliczny i immunologiczny. Kiedy dopada nas ciężka choroba – jak sepsa, zapalenie płuc czy poważny uraz – nasz organizm wchodzi w stan gigantycznego stresu i potrzebuje ogromnych ilości energii oraz budulca do walki z infekcją i regeneracji tkanek. Jeśli wchodzimy w kryzys zdrowotny z „pustym kontem bankowym” w postaci słabych mięśni, organizm nie ma skąd czerpać rezerw, a szanse na przeżycie drastycznie spadają.

W kontekście procesu starzenia, naturalna utrata masy mięśniowej zaczyna się już po 30. roku życia i drastycznie przyspiesza po sześćdziesiątce, kiedy to możemy tracić nawet do 8% masy mięśniowej na dekadę. To powolny, niewidoczny proces, który eksperci wprost nazywają jednym z głównych czynników ryzyka utraty niezależności, upadków oraz przedwczesnej śmierci u osób starszych. Słabe mięśnie to także gorsza wrażliwość na insulinę, wyższe ryzyko cukrzycy typu 2, chorób układu krążenia, a nawet szybszy regres funkcji poznawczych i demencja. Przesłanie płynące z najnowszych badań dla medycyny długowieczności jest proste: budowanie i ochrona masy mięśniowej to najlepsza polisa ubezpieczeniowa na starość, jaką możemy sobie wykupić. Jak o nią zadbać? Specjaliści zajmujący się walką z sarkopenią wskazują na synergię dwóch kluczowych elementów: odpowiedniego treningu oporowego oraz diety bogatej w białko. Zwykłe spacery czy kardio są świetne dla serca, ale nie zatrzymają zaniku włókien mięśniowych. Do tego potrzebny jest systematyczny trening z ciężarami, gumami oporowymi lub masą własnego ciała. Z kolei starsi dorośli powinni zwiększyć spożycie białka do poziomu 1,2-1,5 g na kilogram masy ciała dziennie, rozkładając je równomiernie na posiłki. Inwestycja w mięśnie to inwestycja w odporność na życiowe burze i gwarancja, że kiedy nadejdzie nieuchronny kryzys zdrowotny, nasz organizm będzie miał zasoby, by z niego wyjść obronną ręką.

Tymczasem najnowsze badanie opublikowane w 2026 roku w czasopiśmie Aging Cell pokazuje, że oba te układy są ze sobą znacznie silniej powiązane, niż dotychczas sądzono. Utrata masy mięśniowej, czyli sarkopenia, oraz utrata masy kostnej, czyli osteoporoza, nie tylko często występują razem, ale mogą wzajemnie napędzać swój rozwój. Badacze wykorzystali dane z brytyjskiego projektu UK Biobank – jednego z dużych badań kohortowych. Od 2006 roku objęło ono ponad 500 tysięcy osób w wieku od 40 do 69 lat, u których zebrano szczegółowe informacje dotyczące stanu zdrowia, stylu życia, badań laboratoryjnych, genetyki oraz badań obrazowych. Analiza wykazała, że sarkopenia i osteoporoza są wzajemnymi czynnikami ryzyka. Im lepsza kondycja mięśni, tym mniejsze ryzyko osteoporozy. Z kolei lepsza jakość kości wiąże się z niższym ryzykiem rozwoju sarkopenii. Konkretne liczby są bardzo przekonujące. Wyższy wskaźnik beztłuszczowej masy ciała, czyli Lean Mass Index (LMI), wiązał się z 17-procentowym niższym ryzykiem osteoporozy (HR = 0,830; 95% CI: 0,788-0,874). Jeszcze silniejszą zależność obserwowano dla siły mięśni – większa siła uścisku dłoni wiązała się z 46-procentowym niższym ryzykiem osteoporozy (HR = 0,544; 95% CI: 0,531-0,558). Natomiast szybsze tempo zwykłego chodu zmniejszało ryzyko osteoporozy o około 27% (HR = 0,735; 95% CI: 0,723-0,746). Zależność działała również w przeciwnym kierunku. Wyższa gęstość mineralna kości pięty była związana z mniejszym ryzykiem sarkopenii – redukcja nawet o 40%. Oznacza to, że zdrowe kości i sprawne mięśnie wzajemnie się wspierają. Badanie dostarczyło także ważnych informacji o mechanizmach biologicznych łączących oba schorzenia. Około jedna trzecia białek i metabolitów związanych z sarkopenią była jednocześnie związana z osteoporozą. Wspólnym mianownikiem okazał się przede wszystkim przewlekły stan zapalny oraz zaburzenia funkcjonowania układu odpornościowego.

Bardzo ważną rolę odgrywał również styl życia. Palenie tytoniu, zbyt krótki sen oraz niska aktywność fizyczna wykazywały podobny wpływ zarówno na rozwój sarkopenii, jak i osteoporozy. Ponad 30% białek i metabolitów pośredniczących w zależnościach pomiędzy tymi czynnikami a obiema chorobami było wspólnych. Oznacza to, że te same mechanizmy biologiczne odpowiadają za pogarszanie kondycji zarówno mięśni, jak i kości. Interesującym elementem badania była także rola mikrobioty jelitowej. Najważniejszy wniosek jest jednak bardzo praktyczny. Mięśnie i kości tworzą jeden funkcjonalny układ. Dbając o masę mięśniową, siłę i sprawność, jednocześnie chronimy nasze kości. A troszcząc się o zdrowie kości, pomagamy utrzymać sprawność mięśni. Regularna aktywność fizyczna, odpowiednia ilość snu, niepalenie tytoniu, właściwe odżywianie oraz dbanie o mikrobiotę jelitową mogą jednocześnie zmniejszać ryzyko dwóch najważniejszych chorób związanych ze starzeniem układu ruchu. 


W tym roku w British Journal of Sports Medicine opublikowano wyniki sporej meta analizy danych. Ten duży przegląd systematyczny objął 155 badań kohortowych, z czego 94 weszły do metaanalizy. Osoby z wyższą siłą uścisku dłoni miały niższe ryzyko wielu problemów zdrowotnych. Dotyczyło to m.in.: chorób sercowo-naczyniowych, cukrzycy typu 2, depresji, demencji. W porównaniu z osobami najsłabszymi, osoby z najwyższą siłą uścisku miały: o 27% niższe ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, o 21% niższe ryzyko cukrzycy typu 2, o 38% niższe ryzyko demencji. Co z tego wynika w praktyce? Siła mięśni to nie tylko temat sportowy. To prosty wskaźnik ogólnego stanu zdrowia, sprawności i jakości starzenia. Warto ją monitorować tak samo jak inne podstawowe parametry zdrowotne. 

Literatura:

1.Bidirectional Relationship and Shared Mechanisms Between Sarcopenia and Osteoporosis: An Observational Study Integrating Genomic, Proteomic, and Metabolomic Data. Aging Cell 2026, doi:10.1111/acel.70617

2.Exploring the association between computed tomography (CT)-derived skeletal muscle mass and short- and long-term mortality in critically ill patients: a systematic review and meta-analysis. Critical Care 2025, doi:10.1186/s13054-025-05427-2

3.Clinical importance of simple muscular fitness tests to predict long-term health conditions: a systematic review and meta-analysis of 94 cohort studies. Br J Sports Med 2026, doi:10.1136/bjsports-2024-109173

Starzenie biologiczne może napędzać wzrost liczby nowotworów o wczesnym początku

Nowe badanie powiązało przyspieszone starzenie biologiczne z występowaniem nowotworów litych o wczesnym początku, pokazując jednocześnie, że zjawisko to staje się coraz większe z każdym kolejnym pokoleniem. Dlaczego coraz więcej młodych ludzi choruje na nowotwory? Choć oczekiwana długość życia przez dekady rosła (mimo że w ostatnich latach tempo tego wzrostu wyhamowało), paradoksalnie coraz częściej diagnozuje się nowotwory u osób przed 50. rokiem życia. W latach 1990-2019 liczba przypadków nowotworów o wczesnym początku znacząco wzrosła na całym świecie, a tempo tego wzrostu nadal się zwiększa. Naukowcy od lat próbują wyjaśnić przyczyny tego zjawiska. Wśród potencjalnych czynników wymienia się liczne elementy współczesnego środowiska, takie jak wysoko przetworzona żywność, zanieczyszczenie powietrza czy ekspozycja na mikroplastik. Tym bardziej zastanawiające jest to, że częstość występowania niektórych najlepiej udokumentowanych czynników rakotwórczych, takich jak palenie tytoniu czy spożywanie alkoholu, w wielu krajach maleje. Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie Nature Medicine, nie daje jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Autorzy skupili się natomiast na koncepcji „luki wieku” (age gap) – różnicy pomiędzy wiekiem biologicznym a chronologicznym – i sprawdzili, czy jest ona większa u młodszych pokoleń oraz czy wiąże się z ryzykiem zachorowania na nowotwory. Naukowcy z Washington University School of Medicine (St. Louis, MO, USA) przeanalizowali dane ponad 154 tysięcy dorosłych z brytyjskiego UK Biobank oraz ponad 10 tysięcy osób z amerykańskiego programu All of Us.

Do oszacowania wieku biologicznego badacze wykorzystali PhenoAge – jeden z najczęściej stosowanych zegarów biologicznych, oparty na dziewięciu markerach biochemicznych oznaczanych we krwi. Zegar ten został pierwotnie opracowany do przewidywania ryzyka chorób i śmiertelności. Okazało się, że tak. Osoby urodzone w latach 1965–1974 wykazywały wyraźnie większą lukę wieku niż pokolenie urodzone w latach 1950–1954. Różnica odpowiadała wzrostowi o 0,23 odchylenia standardowego. Innymi słowy, młodsze pokolenia wydają się biologicznie starsze niż ich rodzice byli w tym samym wieku. Autorzy podkreślają jednak, że zastosowana miara ma charakter względny, dlatego nie pozwala stwierdzić tego z całkowitą pewnością.

Podczas dalszej obserwacji uczestników badania wykazano, że im większa była luka między wiekiem biologicznym a chronologicznym, tym wyższe było ryzyko rozwoju nowotworów o wczesnym początku. Zjawisko to wiązało się ze zwiększonym ryzykiem wczesnego występowania nowotworów litych, niezależnie od uwarunkowań genetycznych i przy użyciu alternatywnych miar starzenia systemowego oraz walidacji w niezależnej kohorcie (All of Us). Wiek biologiczny można modyfikować! Codzienne nawyki są kluczowe dla Twojej długowieczności. Główni winowajcy przyspieszonego starzenia to: brak ruchu, niewłaściwa dieta, przewlekły stres, brak regeneracji, zanieczyszczenia środowiska i stan zapalny w organizmie. Najsilniejsze zależności zaobserwowano dla: raka płuca, nowotworów przewodu pokarmowego. Co istotne, zależność ta była znacznie słabsza w przypadku tych samych nowotworów diagnozowanych po 55. roku życia. Sugeruje to, że przyspieszone starzenie biologiczne może odgrywać szczególnie ważną rolę właśnie we wczesnym okresie dorosłości. Co więcej, związek ten utrzymywał się nawet po uwzględnieniu czynników genetycznych, takich jak długość telomerów (klasyczny marker starzenia komórkowego) czy poligeniczne wskaźniki ryzyka starzenia i nowotworów. Oznacza to, że biologiczny „age gap” prawdopodobnie odzwierciedla coś więcej niż wyłącznie predyspozycje genetyczne.

Następnie naukowcy stworzyli narządowo-specyficzne zegary starzenia, wykorzystując dane proteomiczne. Analiza wykazała, że: biologicznie starszy układ odpornościowy wiązał się z większym ryzykiem raka płuca o wczesnym początku, biologicznie starsza tkanka tłuszczowa była związana z wyższym ryzykiem raka jelita grubego. Zależności te utrzymywały się nawet po uwzględnieniu ogólnego wieku biologicznego organizmu. Sugeruje to, że poszczególne narządy mogą starzeć się w różnym tempie i niezależnie wpływać na ryzyko rozwoju określonych chorób nowotworowych.

Autorzy przeanalizowali dane z amerykańskiego programu badawczego All of Us Research Program, obejmującego młodszą i bardziej zróżnicowaną populację. Różnice międzypokoleniowe okazały się jeszcze większe. Osoby urodzone w latach 90. XX wieku miały znacznie większą lukę wieku biologicznego niż osoby urodzone pod koniec lat 60. W tym przypadku różnica wynosiła aż 0,92 odchylenia standardowego. Także w tej kohorcie większa luka wieku wiązała się z wyższym ryzykiem nowotworów o wczesnym początku. Choć badanie ma charakter obserwacyjny i nie pozwala udowodnić związku przyczynowo-skutkowego, przedstawia przekonującą hipotezę: czynniki, które przyspieszają nasze starzenie biologiczne, mogą jednocześnie zwiększać ryzyko zachorowania na nowotwory we wcześniejszym wieku. W JAMA Oncology pojawił się w 2026 ciekawy artykuł na temat istotnej roli żywności ultraprzetworzonej (UPF) w rozwoju nowotworów jelita grubego o wczesnym początku. Poprawa jakości diety może być skuteczną strategią ograniczania rosnącego obciążenia związanego z rakiem jelita grubego o wczesnym początku (EOCRC, early-onset colorectal cancer). Częstość występowania raka jelita grubego o wczesnym początku (EOCRC, early-onset colorectal cancer), diagnozowanego przed 50. rokiem życia, wzrasta na całym świecie, równolegle ze wzrostem spożycia żywności ultraprzetworzonej (UPF, ultra-processed foods).  W tym badaniu kohortowym obejmującym 29 105 pielęgniarek w wieku poniżej 50 lat, które przeszły badanie endoskopowe dolnego odcinka przewodu pokarmowego, uczestniczki znajdujące się w grupie najwyższego spożycia żywności ultraprzetworzonej (UPF) miały istotnie statystycznie o 45% wyższe prawdopodobieństwo występowania nowotworów jelita grubego o wczesnym początku w porównaniu z kobietami z grupy niskiego spożycia UPF. 

Literatura:

1.Biological aging and generational shifts in early-onset cancer risk. Nature Medicine 2026, doi:10.1038/s41591-026-04448-w
2.Ultraprocessed Food Consumption and Risk of Early-Onset Colorectal Cancer Precursors Among Women. JAMA Oncology 2026, doi:10.1001/jamaoncol.2025.4777
3.Ultra-processed foods and human health: the main thesis and the evidence. The Lancet 2025, doi:10.1016/S0140-6736(25)01565-X

Terapia genowa wydłuża życie w modelu mysim.

W najnowszym badaniu opublikowanym w Molecular Therapy naukowcy pokazali, że długoterminowe zwiększenie poziomu hormonu FGF21 może znacząco poprawiać zdrowie metaboliczne, funkcjonowanie narządów, a nawet wydłużać życie u myszy. Co istotne, efekt ten uzyskano nie poprzez dietę, suplementację czy przewlekłe podawanie leku, ale za pomocą jednorazowej terapii genowej ukierunkowanej na mięśnie, które zaczęły pełnić funkcję swoistej „fabryki” hormonu regulującego gospodarkę energetyczną organizmu. Starzenie organizmu w dużej mierze wiąże się z postępującym rozregulowaniem metabolizmu. Wraz z wiekiem dochodzi do spadku wrażliwości na insulinę, tendencji do odkładania tkanki tłuszczowej oraz obniżenia efektywności mitochondriów, czyli struktur odpowiedzialnych za przekształcanie energii w komórkach. W efekcie organizm traci zdolność do utrzymania równowagi energetycznej, co sprzyja rozwojowi stanów zapalnych, uszkodzeń tkanek i chorób związanych z wiekiem. Interwencje takie jak ograniczenie kaloryczne czy regularna aktywność fizyczna potrafią ten proces spowalniać, jednak ich długoterminowe utrzymanie w populacji jest trudne, co skłania badaczy do poszukiwania metod, które mogłyby naśladować ich działanie w sposób farmakologiczny.

FGF21, czyli fibroblastowy czynnik wzrostu 21, jest jednym z kluczowych hormonów regulujących gospodarkę energetyczną organizmu. Jego działanie obejmuje m.in. poprawę metabolizmu glukozy i tłuszczów oraz koordynację odpowiedzi organizmu na zmiany dostępności energii. W omawianym badaniu zespół z naukowców zastosował wektor AAV, który dostarczył gen FGF21 bezpośrednio do mięśni nóg 13-miesięcznych samców myszy. Dzięki temu mięśnie zaczęły w sposób ciągły produkować hormon, utrzymując jego podwyższone stężenie we krwi aż do późnej starości zwierząt. Efekty tej interwencji były wielopoziomowe. Przede wszystkim myszy poddane terapii genowej FGF21 stopniowo traciły masę ciała i osiągały poziom typowy dla młodych osobników, mimo że ich spożycie pokarmu pozostawało niezmienione, co wskazuje na wzrost wydatku energetycznego i zmianę tempa metabolizmu, a nie ograniczenie kalorii. Równolegle obserwowano poprawę tolerancji glukozy, lepszą wydolność fizyczną oraz poprawę funkcji poznawczych, co sugeruje, że działanie hormonu wykracza poza samą regulację masy ciała. Na poziomie komórkowym szczególnie istotne były zmiany w funkcjonowaniu mitochondriów. U zwierząt leczonych FGF21 stwierdzono podwyższoną aktywację szlaków energetycznych w mitochondriach, zwiększoną syntezę białek mitochondrialnych oraz wzrost ilości mitochondrialnego DNA (mtDNA), co wskazuje na większą liczbę i wydajność tych struktur. W praktyce oznacza to przesunięcie metabolizmu w stronę bardziej „młodzieńczego” profilu energetycznego. Jednocześnie w wątrobie obserwowano wzrost aktywności enzymów detoksykacyjnych, w przeciwieństwie do spadku typowego dla starzenia, a w późnym wieku u zwierząt kontrolnych pojawiały się zmiany patologiczne, takie jak amyloidoza, których nie stwierdzano u myszy leczonych. Podobne efekty ochronne dotyczyły innych narządów. W nerkach terapia normalizowała markery uszkodzenia narządów, redukowała stan zapalny, a w mięśniach chroniła przed typowym dla starzenia włóknieniem. Co więcej, zachowana została zdolność syntezy białek, która zwykle spada wraz z wiekiem i jest jednym z kluczowych elementów starzenia tkanek.

Istotne zmiany zaobserwowano również w układzie nerwowym. Starsze myszy poddane terapii AAV-FGF21 wykazywały lepszą pamięć w testach rozpoznawania nowych obiektów oraz poprawę uczenia motorycznego. W mózgu stwierdzono wzrost aktywności genów związanych z funkcjonowaniem synaps, poprawę metabolizmu mitochondrialnego oraz zwiększony poziom β-hydroksymaślanu, czyli ketonu, który może stanowić alternatywne źródło energii dla neuronów. Sugeruje to, że wpływ FGF21 obejmuje również centralny układ nerwowy i procesy poznawcze. Najbardziej spektakularnym wynikiem badania była jednak długość życia. U samców myszy mediana życia wzrosła z 28 do 34 miesięcy, co odpowiada około 20,5% wydłużeniu. Co istotne, terapia została rozpoczęta w średnim wieku, a więc nie była interwencją od początku życia, co zwiększa jej potencjalne znaczenie translacyjne. Warto jednak podkreślić, że większość danych dotyczących przeżycia pochodziła od samców.

Całość tych wyników wpisuje się w szerszy nurt badań nad starzeniem, w którym celem nie jest leczenie pojedynczych chorób, lecz modulowanie fundamentalnych procesów biologicznych, takich jak metabolizm energetyczny, funkcja mitochondriów, stan zapalny czy proteostaza. FGF21 wydaje się jednym z kandydatów, który poprzez globalną poprawę gospodarki energetycznej może przesuwać organizm w stronę bardziej młodzieńczego fenotypu. Choć są to wciąż wyniki przedkliniczne, a ich przełożenie na ludzi pozostaje otwarte, badanie to pokazuje, że ingerencja w systemy regulujące energię może mieć znacznie szersze konsekwencje niż tylko poprawa parametrów metabolicznych – potencjalnie obejmując także zdrowie narządów i długość życia.

LITERATURA:
1.AAV-mediated FGF21 gene therapy promotes health span extension by whole-body tissue-specific adaptations. Molecular Therapy 2026, doi:10.1016/j.ymthe.2026.05.025
2.Reversion of metabolic dysfunction-associated steatohepatitis by skeletal muscle-directed FGF21 gene therapy. Molecular Therapy 2024, doi:10.1016/j.ymthe.2024.10.023

Czy lek przeciw HIV może spowalniać starzenie?

Jeden z nowych i obiecujących kierunków w medycynie długowieczności nie powstał w laboratoriach projektujących leki przeciw starzeniu. Jego historia zaczyna się od terapii opracowanej do walki z wirusem HIV. Brzmi nieintuicyjnie. A jednak właśnie takie badania zaczynają dziś przyciągać uwagę świata longevity. Niedawno pojawiła się publikacja, która wywołała bardzo duże zainteresowanie w środowisku geroscience – nauki zajmującej się biologicznymi mechanizmami starzenia. Autorzy pokazali pierwsze kliniczne dane sugerujące, że określony schemat leczenia oparty na inhibitorach odwrotnej transkryptazy może wpływać na markery biologicznego starzenia u zdrowych dorosłych. Zanim jednak przejdziemy dalej – ważne zastrzeżenie. To nie jest dowód na odmładzanie ludzi. To nie jest terapia anti-aging. I zdecydowanie nie jest to rekomendacja do stosowania leków przeciwwirusowych poza wskazaniami. To wstępne dane – ten artykuł jest preprintem i nie został jeszcze poddany pełnej recenzji naukowej (peer review). Ale jest to bardzo interesujący sygnał naukowy. Żeby zrozumieć dlaczego, trzeba najpierw odpowiedzieć na jedno pytanie. Czy w naszym genomie istnieją elementy, które wraz z wiekiem zaczynają działać przeciwko nam? Okazuje się, że tak. Znaczną część ludzkiego DNA stanowią tak zwane elementy transpozycyjne. Transpozony to fragmenty materiału genetycznego, które mogą przemieszczać się genomie.

Dziś wiemy, że część z nich może odgrywać rolę w procesie starzenia. Szczególnie interesujące są retrotranspozony. To sekwencje, które potrafią kopiować się wewnątrz genomu przy użyciu enzymu o nazwie odwrotna transkryptaza. Młody organizm utrzymuje je pod ścisłą kontrolą. Ale wraz z wiekiem ta kontrola może słabnąć. Niektóre badania sugerują, że zwiększona aktywność retrotranspozonów może być związana ze stanem zapalnym, zaburzeniami epigenetycznymi i pogorszeniem funkcji komórek. I właśnie tutaj pojawia się niezwykle ciekawy pomysł. Skoro wirus HIV również wykorzystuje odwrotną transkryptazę – czy leki blokujące ten enzym mogłyby równocześnie ograniczać aktywność pewnych procesów związanych ze starzeniem? Autorzy publikacji postanowili sprawdzić tę hipotezę. Nie projektowali nowego leku. Wykorzystali dwa istniejące schematy terapii przeciwwirusowej.

Badanie objęło zdrowych dorosłych w wieku od 18 do 50 lat, bez zakażenia HIV. Obserwacja trwała 12 tygodni. Analizowano nie objawy kliniczne, ale zmiany w metylacji DNA – czyli jeden z najczęściej wykorzystywanych biomarkerów wieku biologicznego. W praktyce oznacza to, że naukowcy nie pytali: „czy uczestnicy żyją dłużej?” Pytali: „czy ich komórki zaczynają zachowywać się tak, jakby starzały się wolniej?” Do oceny wykorzystano kilka niezależnych zegarów epigenetycznych. To ważne, bo pojedynczy biomarker może być mylący. Autorzy analizowali zarówno klasyczne zegary wieku biologicznego, jak i bardziej zaawansowane modele oceniające tempo starzenia. I tutaj pojawiło się największe zaskoczenie. Jeden z badanych schematów – FTC/TAF – był związany ze spowolnieniem wielu wskaźników epigenetycznego starzenia po zaledwie 12 tygodniach obserwacji. Dodatkowo zaobserwowano zmiany sugerujące obniżenie markerów związanych ze stanem zapalnym, szczególnie w obszarze sygnałów powiązanych z IL-6. Zaobserwowano także korzystne przesunięcia w składzie komórek odpornościowych – wzrost odsetka naiwnych limfocytów CD4 oraz limfocytów regulatorowych i jednoczesny spadek neutrofili. Co ciekawe – drugi bardzo podobny schemat leczenia nie wykazał takich efektów. Naukowcy badali wpływ dwóch zatwierdzonych przez FDA schematów leczenia antyretrowirusowego – emtrycytabiny z alafenamidem tenofowiru (FTC/TAF, znanego jako Descovy) oraz emtrycytabiny z dizoproksylem tenofowiru (FTC/TDF, znanego jako Truvada) – u zdrowych dorosłych osób niezakażonych HIV.

Emtrycytabina prolekiem stosowanym w leczeniu zakażeń ludzkim wirusem niedoboru odporności. Emtrycytabina zostaje przekształcona wewnątrzkomórkowo w procesie fosforylacji w trójfosforan emtrycytabiny, który jest inhibitorem odwrotnej transkryptazy wirusa HIV-1. Tenofowir należy do klasy leków antyretrowirusowych i jest nukleotydowym inhibitorem odwrotnej transkryptazy wirusa HIV-1. Uczestnicy przyjmujący emtrycytabiny z alafenamidem tenofowiru przez 12 tygodni wykazali skoordynowane obniżenie biologicznych zegarów epigenetycznego starzenia. Najbardziej znacząco zegar PhenoAge wskazał spadek o 6,33 roku (czyli o 22% względem średniego wieku chronologicznego uczestników), a wskaźnik DunedinPACE – opisujący aktualne tempo starzenia – uległ istotnemu spowolnieniu. W wyraźnym kontraście, grupa otrzymująca emtrycytabiny z dizoproksylem tenofowiru nie wykazała takich popraw, prawdopodobnie ze względu na niewystarczającą zdolność TDF do osiągania odpowiednio wysokich stężeń wewnątrz komórek układu odpornościowego, gdzie zachodzi aktywność retrotranspozonów.

Autorzy sugerują, że kluczowe może nie być samo blokowanie odwrotnej transkryptazy. Znaczenie może mieć to, jak wysokie stężenie aktywnej formy leku osiąga się wewnątrz komórek układu odpornościowego. To bardzo ważny wniosek. Jednocześnie autorzy bardzo wyraźnie studzą emocje. To była analiza post hoc. Badanie nie było projektowane pod kątem starzenia. Grupy były niewielkie. Nie było placebo. Czas obserwacji wynosił jedynie 12 tygodni.

Nie wiemy, czy efekt utrzyma się po miesiącach lub latach. Nie wiemy, czy pojawi się u osób starszych. Nie wiemy, czy przełoży się na realne zdrowie i długość życia. Ale mimo tych ograniczeń pojawia się coś bardzo ważnego. Zmiana sposobu myślenia. Przez dziesięciolecia medycyna próbowała leczyć skutki starzenia. Dziś coraz częściej próbujemy wpływać na procesy, które leżą u podstaw wielu chorób jednocześnie. Stan zapalny. Niestabilność epigenetyczna. Zmiany w układzie odpornościowym. Deregulacja elementów transpozycyjnych. To właśnie jest istota geroscience. Nie walka z pojedynczą chorobą. Tylko próba przesunięcia całej trajektorii starzenia. Autorzy publikacji zwracają uwagę, że ten kierunek wpisuje się w szerszy trend badań translacyjnych – od opisu biologii starzenia do realnych interwencji zdrowotnych. Czy za kilka lat będziemy stosować leki pierwotnie stworzone dla wirusów jako element terapii wydłużających healthspan? Nie wiemy. Ale wiemy jedno. Granica między medycyną chorób a medycyną starzenia właśnie zaczyna się zacierać. I być może największe odkrycia longevity nie będą wyglądały jak futurystyczne technologie. Być może część z nich już od dawna stoi na półce aptecznej – tylko do tej pory zadawaliśmy niewłaściwe pytania.

LITERATURA:
An FDA-Approved Tenofovir Alafenamide-Based Antiretroviral Therapy Reduces Biological Age in Healthy Adults: First Human Proof-of-Concept for Retrotransposon-Targeted Gerotherapeutics. medRxiv 2026, doi:10.64898/2026.03.23.26349105

Peptydy: przełom w medycynie długowieczności czy kolejny biohack bez dowodów?

W świecie długowieczności niewiele tematów budzi dziś tak duże emocje jak peptydy. W mediach społecznościowych przedstawiane są jako substancje zdolne do niemal wszystkiego: przyspieszania regeneracji, budowy mięśni, redukcji tkanki tłuszczowej, poprawy funkcji poznawczych, odmładzania skóry, a nawet spowalniania procesów starzenia. Influencerzy publikują spektakularne metamorfozy, sportowcy wymieniają się doświadczeniami dotyczącymi kolejnych „stacków”, czyli kombinacji różnych peptydów, a niektóre środowiska biohackingowe traktują je jako niezbędny element nowoczesnej medycyny longevity. Pojawia się jednak fundamentalne pytanie: czy nauka rzeczywiście potwierdza te obietnice? Peptydy to krótkie łańcuchy aminokwasów, zwykle składające się z mniej niż 50 aminokwasów. W organizmie człowieka pełnią liczne funkcje biologiczne – działają jako hormony, neuroprzekaźniki, czynniki wzrostu czy cząsteczki regulujące odpowiedź immunologiczną. Co istotne, peptydy nie są nowością. Niektóre z najważniejszych leków współczesnej medycyny są właśnie peptydami. Należą do nich insulina, hormon wzrostu, oksytocyna czy niezwykle popularne obecnie leki z grupy agonistów receptora GLP-1 stosowane w leczeniu cukrzycy i otyłości. To pokazuje, że peptydy mogą być bardzo skutecznymi narzędziami terapeutycznymi. Problem polega jednak na tym, że większość peptydów promowanych obecnie w środowisku biohackingowym nie znajduje się na tym samym poziomie rozwoju naukowego. Popularność peptydów eksplodowała w ciągu ostatnich dwóch lat. Wyszukiwania słowa „peptides” w Google wzrosły z około 1,3 miliona miesięcznie w 2024 roku do około 8 milionów miesięcznie w 2026 roku. Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, ogromny sukces leków GLP-1 pokazał światu, że odpowiednio zaprojektowany peptyd może mieć spektakularne działanie kliniczne. Po drugie, rozwój biologii molekularnej doprowadził do odkrycia tysięcy nowych peptydów produkowanych przez organizm człowieka. Naukowcy coraz częściej mówią nawet o tzw. „ciemnym proteomie” – obszarach genomu, które przez lata uznawano za nieaktywne, a które mogą kodować wcześniej nieznane biologicznie aktywne peptydy – niedawno opisano nawet nową klasę cząsteczek, które nazwano peptydeinami. Nowa publikacja w Nature pokazuje, że ludzki genom może kodować znacznie więcej biologicznie istotnych cząsteczek, niż wcześniej sądzono. Peptydeiny mogą stać się ważnym obszarem badań nad zdrowiem, chorobami i długowiecznością. Badacze pokazują, że niekanoniczne otwarte ramki odczytu – ncORF – mogą podlegać translacji do małych cząsteczek białkowych. W analizie obejmującej 95 520 eksperymentów proteomicznych wykazano, że około 25% z 7 264 ncORF daje wykrywalne mikroproteiny i peptydeiny. To sugeruje, że ludzki proteom może być bardziej złożony, niż dotąd zakładano. Otwiera to nowy rozdział w biologii molekularnej komórki.

Badania nad zastosowaniem peptydów otworzyły fascynujące możliwości poszukiwania nowych terapii przeciwstarzeniowych. Jednak między odkryciem obiecującej cząsteczki a stworzeniem skutecznego leku droga jest bardzo długa. Jednym z najczęściej omawianych peptydów w świecie długowieczności jest MOTS-c. Peptyd ten został odkryty przez zespół profesora Pinchasa Cohena podczas badań nad DNA mitochondrialnym. W eksperymentach na myszach wykazywał niezwykle interesujące działanie: poprawiał wrażliwość insulinową, chronił przed otyłością, zwiększał wydolność fizyczną, poprawiał funkcjonowanie metaboliczne, w niektórych modelach wydłużał długość życia. Tak obiecujące wyniki doprowadziły do powstania firmy biotechnologicznej rozwijającej MOTS-c jako potencjalny lek. Przeprowadzono nawet pierwsze badania kliniczne. W niewielkiej grupie pacjentów z otyłością i stłuszczeniem wątroby zaobserwowano poprawę parametrów metabolicznych oraz tendencję do redukcji masy ciała. To jednak dopiero początek procesu rozwoju cząsteczki. Aby potwierdzić skuteczność terapii, potrzebne są duże badania fazy II i III obejmujące setki lub tysiące uczestników. Firma nie zdobyła finansowania na dalszy rozwój projektu i zakończyła działalność. W praktyce oznacza to, że mimo fascynujących wyników przedklinicznych nie dysponujemy obecnie dowodami pozwalającymi rekomendować MOTS-c jako terapię przeciwstarzeniową.

Jeszcze większą popularnością cieszą się obecnie BPC-157 oraz TB-500. Ich zwolennicy twierdzą, że przyspieszają regenerację mięśni, ścięgien, więzadeł oraz innych tkanek po urazach. Problem polega na tym, że dane naukowe dotyczące ludzi są niezwykle ograniczone. W przypadku BPC-157 naukowcy odnaleźli zaledwie kilka niewielkich badań pilotażowych obejmujących łącznie około 30 osób. Brakuje dużych badań klinicznych, danych dotyczących bezpieczeństwa długoterminowego oraz solidnych dowodów skuteczności. TB-500 jest fragmentem większego peptydu – tymozyny beta-4. Chociaż istnieją badania kliniczne dotyczące zastosowania tymozyny beta-4 w określonych schorzeniach, nie oznacza to automatycznie skuteczności TB-500 stosowanego samodzielnie. Szczególnie niepokojące jest to, że użytkownicy często łączą oba peptydy w tzw. „Wolverine Stack”, który nigdy nie został przebadany u ludzi. Wątpliwe jest działanie epitalonu – pomimo znacznej liczby badań dotyczących biologicznych i farmakodynamicznych właściwości tej cząsteczki u zwierząt, liczba badań poświęconych jego działaniu, oraz właściwościom fizykochemicznym u ludzi pozostaje właściwie bez danych.

Z punktu widzenia medycyny longevity największym zagrożeniem jest brak dowodów skuteczności i brak kontroli jakości. Większość peptydów sprzedawanych w internecie posiada oznaczenie „For Research Use Only” – wyłącznie do celów badawczych. Oznacza to, że nie zostały dopuszczone do stosowania u ludzi. Mimo to tysiące osób kupuje je i samodzielnie wstrzykuje. Analiza około 6000 próbek peptydów pochodzących od ponad 200 producentów wykazała, że ponad 40% produktów nie spełniało podstawowych norm dotyczących czystości lub zawartości substancji aktywnej. Dodatkowo część próbek zawierała endotoksyny bakteryjne, które mogą wywoływać reakcje zapalne, gorączkę, a w skrajnych przypadkach prowadzić do ciężkich powikłań. W praktyce oznacza to, że użytkownik często nie wie, co dokładnie znajduje się w kupowanej fiolce.

Co oznacza to dla osób zainteresowanych długowiecznością?

Peptydy są jednym z najbardziej obiecujących kierunków rozwoju nowoczesnej medycyny. W ciągu najbliższych kilkunastu lat prawdopodobnie zobaczymy wiele nowych terapii peptydowych ukierunkowanych na choroby metaboliczne, neurodegeneracyjne, sercowo-naczyniowe czy procesy starzenia. Jednak potencjał biologiczny nie jest równoznaczny z udowodnioną skutecznością kliniczną. To, że dana cząsteczka działa u myszy, nie oznacza jeszcze, że będzie bezpieczna i skuteczna u ludzi. Historia medycyny zna tysiące terapii, które dawały spektakularne wyniki w laboratorium, ale zawiodły podczas badań klinicznych. Dlatego osoby zainteresowane długowiecznością powinny zachować zdrowy sceptycyzm. Obecnie największą siłę dowodową nadal mają dobrze przebadane interwencje: aktywność fizyczna, odpowiednia masa ciała, wysokiej jakości dieta, sen, kontrola czynników ryzyka sercowo-naczyniowego oraz eliminacja palenia tytoniu. Peptydy mogą w przyszłości stać się ważnym elementem medycyny longevity. Jednak większość substancji promowanych dziś przez influencerów pozostaje na etapie eksperymentalnym. W nauce długowieczności warto odróżniać obietnice od dowodów. A obecnie dowodów dla większości popularnych peptydów jest zdecydowanie mniej, niż sugeruje internetowy entuzjazm.

Literatura:
1.Is the peptide craze backed by science? The promise behind the hype. Nature 2026, doi: 10.1038/d41586-026-01816-x
2.Evaluation of Research Grade Peptides Marketed Directly to Consumers Reveals Extensive Variability in Purity and Measured Abundance. Preprint at preprints.org 2026, doi: 10.20944/preprints202604.1748.v1
3.Expanding the human proteome with microproteins and peptideins. Nature 2026, doi: 10.1038/s41586-026-10459-x
4.Overview of Epitalon-Highly Bioactive Pineal Tetrapeptide with Promising Properties. Int. J. Mol. Sci. 2025, doi:10.3390/ijms26062691

Scroll to Top